Matka PL zawinęła syna w nową chustę. Zmieniliśmy elastyczną na tkaną. Firma NATI. Model Rodos. Chyba chcieliśmy zamówić inną (Tokyo), ale nic to. Się pomerdało. Podmiot Liryczny chrapie sobie tak, że go słychać, a Matka PL prasuje sobie (żeby nie było, że ja przy komputerze tylko, to dopiszę na marginesie, że poodkurzałem, powiesiłem pranie i wyniosłem pudło na strych). Jutro wybieramy się rodzinnie na warsztaty chustowania, także powinniśmy poznać nieco więcej, niż tylko ten pierwszy, podstawowy węzeł. Chusta do dobra rzecz.

Dobrze, że piątek już. Wyrwałem się z pracy nieco wcześniej i wybraliśmy się do IKEA. Matka PL po dwa małe stoliki (ale w koszyku wylądował jeszcze polarowy koc). Ja po zapas świeczek (a w koszyku wylądował jeszcze mały świecznik). Obiad, zakupy, hot-dog i z powrotem. Przynajmniej mamy też zapas mrożonych klopsów. Mieliśmy złożyć papiery na becikowe, ale okazało się, że MOPS dziś do 13.00.

Ot, dzień zwykły.

Małżonka w telewizji usłyszała o jakimś panu, który podczas podróży poślubnej nurkował z żoną i zakręcił jej kurek od butli. Małżonka utonęła, on dostał chyba sporą wypłatę z ubezpieczenia i nie można mu nic udowodnić (przyznał się najpierw, ale potem się wycofał). Moja małżonka oświadczyła, że nie wybierze się ze mną w żadną podwodną podróż.