podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z okresu: 4.2012

Nie ma to jak wstać rano, szykować się do wyjścia do pracy, zajrzeć do pokoju Podmiotu Lirycznego i otrzymać na powitanie uśmiech soczysty. Od razu inny poniedziałek.

W ogóle PL budzi się po nocy jakiś nieco bardziej wyluzowany. Nie słychać już tego szalonego ryku głodnego zwierza, który potrafi wywołać dreszcze, drgawki i inne stany lękowe. Z pokoju w okolicy godziny 6-7 dochodzi teraz spokojny i zapewne rzeczowy dialog, który rozbudzony mały człowiek prowadzi z czymkolwiek – mogą to być zwierzątka nad jego głową, pielucha tetrowa leżąca obok, rysunki kolorowe na okalającej łóżeczko tkaninie, albo po prostu przestrzeń pokoju… W sumie to nie dialog, tylko monolog J. Zależy, jak się ułoży głowa. Matka PL relacjonuje także, że PL w nocy często zmienia pozycję z normalniej na geometrycznie zadziwiającą, tzn. potrafi wykonywać całkiem niezłe, szalone obroty o kilkaset stopni.

W weekend w ramach kreatywnych sposobów radzenia sobie ze znudzonym i marudzącym niemowlęciem, wymyśliłem takową zabawę. Podmiot Liryczny leży sobie w gondolce, którą przykrywamy długim flanelowym kocykiem i kocyk ten powoli zsuwamy. Po krótkiej chwili PL zauważył, że może przesuwającą się tkaninę dotknąć rękami i rozpoczęła się zabawa na całego. Gęba otwarta i radocha. Zresztą wygląda to bardzo zabawnie, jak te malutkie rączki się odciskają na kocu od „wewnątrz” wózka. Inny wariant zabawy to zasłanianie gondoli kocem i łapanie za ręce, które go od drugiej strony dotykają. Do tego jakieś radosne i dziwne okrzyki i uwagę PL utrzymać można przez dobre kilkanaście minut przynajmniej.

Stało się. Sięgnęłam w rozpaczy po bromergon. Zobaczymy, co będzie dalej. Mam nadzieję, że po 14 dniach będzie po sprawie, bo dość mam już tych przeklętych grud w piersi…

PL od jakiegoś czasu kąpie się z OPL. Uwielbia machać nogami na wszystkie strony oraz wsuwać swoje małe stopy pod kran z lecącą wodą. Jest wyraźnie zrelaksowany po takim zwieńczeniu dnia. Po wczorajszej kąpieli i ululaniu PL wchodzę do łazienki. W wannie dalej tkwi OPL, w ręku dzierży gumowego wieloryba – jedną z dwóch ulubionych zabawek PL. Stoję jak wryta, przez myśl przemyka mi rocznik OPL, który jakiś czas temu skończył lat trzydzieści. Przetwarzam dane i spoglądam na niego pytającym wzrokiem…
- A wiesz, że wieloryb pluje wodą aż do sufitu? – mówi OPL.
Patrzę w górę, skąd zwisają krople wody – kurde, faktycznie.
***
Przyznam, że posiadanie dziecka, to dobra wymówka do bawienia się w kąpieli gumowymi zabawkami :)))))

Na szybko:
Od poniedziałku Podmiot Liryczny jest na Bebilonie Pepti i funkcjonuje świetnie: zero jęków, dwie – trzy pobudki w nocy, uśmiech na ustach.
Ja: bujam się z twardymi jak kamienie cyckami, ściągam trochę mleka, obkładam kapuchą, noszę ciasny stanik i łykam jakieś homeopatyczne coś, bo na razie nie chce brać hormonów…
Zjadłam już: eklerkę, lody truskawkowe, ser biały, ser żółty, mooorze kawy, chlebuś…

Ma ktoś jakieś złote rady na zahamowanie laktacji?

p.s. aha, wpisy w internecie Matek Polek, które twierdzą, że tylko poprzez cyc i mleko z piersi daje się dziecku miłość / uczucie / czułość to zuuuoooooo :))

W piątek 13 minęły już cztery miesiące, odkąd Podmiot Liryczny jest z nami. Waga 6450 g., wzrost 62 cm.

Optymizmu co raz więcej na froncie podmiotowo-lirycznym. Wczoraj Matka PL prawie się rozpłakała, kiedy pani rehabilitantka nazywała wszystkie poczynione postępy. Głowa przechylona na stronę słabszą już nie opada bezsilnie, tylko Podmiot Liryczny jest już w stanie ją utrzymać. Mięśnie szyi pracują co raz lepiej. Sama radość. Sam jestem trochę zdziwiony, że efekty mogą przychodzić tak szybko, dosłownie z dnia na dzień. PL zadziwił panią rehabilitantkę niemal całkowitym brakiem płaczu oraz dużą wolą współpracy.

Optymistyczna jest też nasza nowa pani pediatra – rzeczowa, cierpliwa, dokładna. Na skórne radości przepisała maść do wykonania w aptece (cena 7,50!), dokładnie sprawdziła wszelkie poprzednie zapiski i przegadała całą sprawę karmienia piersią. Zatem wprowadzamy powoli mieszankę sztuczną – trzeba sprawdzić, czy nie ma żadnych alergicznych problemów, ale na razie wygląda to dobrze. Nutramigen zupełnie nie smakował, ale Bebilon HA został przez Panicza zaakceptowany. Ze ściąganiem problemy raz większe, raz mniejsze. Ale w tym wypadku pasuje tylko ręczny laktator. (nawet Ferrari wśród laktatorów (co to jest lakrymator?) na przypadek Matki PL nie za bardzo pomógł, bo nadal tworzyły się zatory. Działa świetnie, ale z tym sobie nie radził… Mamy zatem do sprzedania laktator Medela Swing. Używany dwa razy. Jakby co…).

Matka PL robi furorę jako chustowa trendseterka. Wczoraj zabrała PL na rehabilitację w chuście właśnie. Na chustę kupiła sobie taki specjalny polar z otworem na froncie specjalnym. Bardzo to zmyślne urządzenie. Nie byłem świadkiem, ale małżonka opowiadała, że niemal wszyscy się na nią patrzą, a niektórzy nawet pokazują sobie szepcząc: „Patrz, patrz tam!”.

A dziś rano Matka PL po raz pierwszy uraczyła syna jabłkiem ze słoika. Na razie na czubku łyżki. PL wszystko zgarnął, pomielił sobie językiem, pociamkał, pomlaskał, wszystko zjadł i radośnie się uśmiechnął. Nieźle. Mleczny monopol został zakończony. Teraz będzie już tylko ciekawiej.

To chyba były nasze najspokojniejsze i najcichsze święta od dawien dawna. Po prostu spędziliśmy je sami ze sobą. Odpuściliśmy sobie kulinarną rozpustę (ja zrobiłem ciasto krówkę, Matka PL ze dwie sałatki, były też nawet mrożone frytki). Uznaliśmy, że czas trochę wypocząć. Wyjazd do rodziny byłby jednak mordęgą ogólną, bo wpadnięcie w ten rozgardiasz świąteczny dwóch rodzin z czteromiesięcznym Podmiotem Lirycznym mocno by ten rozgardiasz spotęgowało jeszcze. Myślę, że takie atrakcje dopiero w grudniu.

Zatem było bardzo spokojnie. Jakieś małe zakupy, zabawna sobotnia wizyta w pustym markecie budowlanym, żeby kupić do lirycznego pokoju zaciemniającą bardziej roletę, spacery w słońcu i w tym dziwnym świątecznym śniegu, zabawy z Podmiotem Lirycznym, ćwiczenia, książka Urszuli Dudziak, piłkarze ręczni, koncerty z Misteriów Paschaliów, a nawet puzzle. Ukochana Matka PL zawiozła mnie nawet w sobotę na basen.

Podmiot Liryczny zachowywał się całkiem spokojnie. Bawią nas wydawane przez niego kolejne dźwięki, bo szuka on nowych tonów, faktur, melodii. To już nie jest tylko proste guuu i gaaa. Młody człowiek prowadzi w sobie tylko znanym języku dyskusje. Z mamą, tatą, krową pluszową, kontaktem, lampką (a w zasadzie bardzo zdobionym kloszem) i innymi przedmiotami domowego użytku… Trochę go stresuje młynek do kawy jeszcze :).

Zadziwiające, że wczoraj przesiedział radośnie na huśtawce bitą godzinę. Wystarczyło, że Matka PL pokazywała mu różne zabawki, szeleszczącą książeczkę, itp. mieniące się w pięknym słonecznym świetle. Trochę więcej płaczu przynoszą ćwiczenia, ale ćwiczyć po prostu trzeba. Nie ma bata. Prawie płaczem skończył się też wieczorny wczorajszy pokąpielowy masaż, ale udało mi się małym taneczno-muzycznym pokazem zająć uwagę naszego panicza, który w istocie lubi, jak jego uwagę się zajmuje.

To były miłe rodzinne cztery wolne dni.

Podmiot Liryczny wczoraj dziwnie się zablokował. Zaczął wpatrywać się w jakiś obiekt i niemal znieruchomiał. Matka PL mówi do mnie: – Zobacz, jak się syn na ciebie patrzy. Ale nie patrzył się na mnie. Jego uwagę przykuł fragment mojego biurka – taka belka pionowa, szara, metalowa, która ma otworki. Otworki wyglądają jak oczy i chyba właśnie to sprowokowało PL. Co ciekawe, zaczął sobie z tą biurkową belką rozmawiać, śmiać się do niej itp. Zdziwienie rodziców: bezcenne.

Rzeczywiście wygląda na to, że PL dostrzega „oczy” w różnych przedmiotach. Sprawdziliśmy to w łazience, gdzie na odpowiedniej wysokości znajduje się kontakt. Dwie dziurki również spowodowały gwałtowną radosną reakcję. I tak naprawdę myślę sobie, że chciałbym mieć podobny stan umysłu. Przysłowie: „mała rzecz, a cieszy”, nabiera zupełnie innego wymiaru.

Niestety blog blogiem, a życie życiem. Na razie pozostaje skrót telegraficzny.

• Decyzja z przeniesieniem się do innego pediatry (w zasadzie prywatnego, ale tam ubezpiecza nas pracodawca) to strzał w dziesiątkę. Okazuje się, że u lekarza może być miło, może być szybko, można nas skierować natychmiast do laryngologa, można zaprosić na szybką wizytę kontrolną itd. [stop]

• Wizyta u laryngologa była wynikiem marudnego poniedziałku Podmiotu Lirycznego (oraz trudnego dnia dla Matki PL). Ja musiałem wyjechać do Wielkiego Miasta. W poniedziałek Matka PL chlipała do słuchawki, bo mleko nie leci, bo PL nie śpi, bo… Ja bezradnie biegałem z telefonem starając się jakoś pomóc. Straszne jest to poczucie, że nie można zrobić wiele. Najchętniej wsiadłbym w pociąg natychmiast, ale nie mogłem. Dobrze, że Wuj Guru mógł odwiedzić, pomóc, wysłuchać, podwieźć… Okazało się, że marudność wynikała z zapchanych trochę uszu. Wszystko opanowane. Następnego dnia Matka PL już uśmiechnięta bardziej. Uff. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak dała sobie ze wszystkim radę. [stop]

• Podmiot Liryczny otrzymał huśtawkę elektryczną. Czasami go fascynuje, czasami przeraża, ale to urządzenie pomocne. On siedzi na huśtawce, ogląda sobie dłonie, wkłada je sobie do buzi, a człowiek może sobie zrobić kawę. Dodatkowo Matka PL kupiła jeszcze taką lampkę słoneczko, która fascynuje bardziej. Lubi światło ten nasz syn. [stop]

• Sytuacja matki karmiącej na razie opanowana. Chyba nie zdecydujemy się na wprowadzenie sztucznej mieszanki (musi to być Nutramigen). Na razie trwa szorstka przyjaźń Matki PL z laktatorem. [stop]

• Chyba ominie nas bardzo kosztowny remont łazienki i wymiana pieca. Jaka jest różnica między serwisantem instalatorem a serwisantem? Ten drugi nie ma interesu w tym, żeby wciskać nowy piec i straszyć. [stop]

• Dostaliśmy od teściowej (mojej) pomoc żywieniową świąteczną. My nigdzie nie jedziemy. Więcej z tym zamieszania dla wszystkich. A my po prostu chcemy odpocząć. Cztery dni we trójkę tylko. Bez chodzenia do pracy. Mmm. A dodatek żywieniowy pycha. Kiełbasa, polędwica, mięso i Matka PL może wszystko zjeść! [stop]

• Podmiot Liryczny był wczoraj na mieście po raz pierwszy w chuście wywołując ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Rehabilitacja przebiega planowo :)

[bez odbioru]


  • RSS