Podmiot Liryczny powrócił po długiej przerwie do żłobka. Długiej, bo małżonka była na sporym przedświąteczno-świątecznym urlopie, także syn mógł spędzać czas w domowych pieleszach. Ostatni miesiąć to szaleństwo ruchowe. Na początku grudnia zaczął się czołgać i zauważył, że może się jednocześnie podpierać na rękach i na kolanach. A dziś? To niesamowite, jak z dnia na dzień poprawia się zdolność ruchowa, wszystko robi się bardziej i bardziej sprawne, kolejne ruchy sprawiają mniej trudu i wszystko zaczyna robić się automatyczne. Siadanie, kładzenie się, czołganie, wspinanie, wspieranie na rękach. Magia. Zatem panie w żłobku były zszokowane, że nagle po podłodze w sali Podmiot Liryczny śmiga czołgając się. Stąd przyznano mu ksywę „komandos”. Pasuje.

Urocze jest także to, że sam PL odkrywa swoje ruchowe umiejętności i pewną niezależność, która za tym idzie. Jak znudzi się towarzystwem rodziców, może sobie po prostu wyjść z pokoju i poczołgać się gdziekolwiek. Ulubionym celem jego podróży jest łazienka z jej skarbami. Najciekawsza jest pralka, której drzwi można zamykać i otwierać… i zamykać i otwierać… i zamykać i otwierać… … Ale też próbuje dostać się do wagi, albo zagląda do prysznicowego brodzika, żeby sprawdzić czy oby jego 16 kąpielowych zabawek nigdzie nie uciekło. Gumowe kaczki, rybki, kraby i inne stwory jakoś jednak uparcie tkwią w miejscu na swoim miejscu.

Sylwester spędziliśmy jak zwykle, czyli domowo. PL był w łóżku o 8. My po 23. W noworoczną noc obudził się dwa razy, a wstał ok. 8, za co możemy tylko serdecznie dziękować. W Nowy Rok pięknie grzało słońce, więc wybrałem się z PL na pierwszy od dawna długi spacer. Prawie 9 kilometrów w 1,5 godziny, czego efektem były piękne czerwone poliki.