podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z okresu: 2.2013

Scena domowa wieczorna. Matce PL udało się usiąść do komputera. Po chwili PL zaczyna wspinać się na poziom blatu cały czas wołając „ma-ma-ma-ma-ma”, „ma-ma-ma” itp. Po paru minutach małżonka, na której takie dopominania się robią wrażenie, wstała i powróciłna na środek pokoju. A wówczas PL wyraczkował sobie z pokoju. Chwila zdziwienia…

- A on co? – pyta zaskoczona Matka PL
- Pewnie chce kolację – zauważyłem.
Na zegarze 18:15
- Rzeczywiście, czeka przed kuchnią…

W taki to sposób PL dopomina się o kolację :) Można zatem uznać, że akt komunikacji, mimo dość prostej formy, okazał się niezwykle skuteczny, a przecież w komunikacji głównie o skuteczność chodzi. Forma jest rzeczą wtórną.

To historia z opowieści Matki PL, która na pisanie czasu niestety nie ma. Podmiot Liryczny na swoim przymusowym zapaleniowym urlopie wysysa z niej wszystkie soki. On oczywiście bawi się całkiem nieźle, ale…

Aby synowi było wygodniej, picie podajemy mu na poduszce. Na razie jeszcze nie opanował podnoszenia butelki w pozycji stojące, a kiedy leży, radzi sobie z piciem wyśmienicie. A ponieważ kilka razy zaliczył już mocniejsze spotkanie głowy z podłogą, to po prostu podkładamy mu poduszkę. Zatem dziś PL podraczkował do robiącej coś Matki PL z poduszką, domagając się, aby we właściwej pozycji go ułożyć i podać picie. Hrabia?

I jeszcze jeśli chodzi o głowę (tym razem moją). Wczoraj spędziłem trochę czasu chodząc z żyrafą PL na głowie. Nawet go to śmieszyło. Chyba do tego stopnia, że dziś PL starał się leżącemu ojcu kłaść na głowie różne rzeczy – a to pudełeczko, a to skarpetkę, a to jakiś klocek. Bardzo go to bawiło. Problem w tym, że położenie czegoś na głowie taty nie jest jeszcze takim prostym zadaniem i czasami kończy się to bolesnym zderzeniem przedmioty ze wspomnianą wyżej głową…

Podmiot Liryczny kontynuuje swoje zapalenie. Kaszlu mniej, ale choroba nadal oznacza areszt domowy. Dla niego. Na szczęście dziś nie dochodziło to żadnych dantejskich scen. Wydaje się, że humor ma coś wspólnego z doborem właściwych godzin drzemek. piące dziecko to dziecko niezadowolone. Chyba udało nam się dziś nie dopuścić do eskalacji złego humoru.

Jestem pod wrażeniem radaru i słuchu naszego syna. Nie jest się jeszcze w stanie z nami komunikować, ale to nie oznacza, że świat nie jest w stanie komunikować się z nim. Mimo hałasu życia codziennego bezbłędnie wychwytuje szczeknięcie psa sąsiadów, a także natychmiast orientuje się, że drzwi łazienki zostały otwarte i można podjąć próbę dostania się do wewnątrz. Wewnątrz oczywiście najciekawsza jest pralka, której wnętrze robi się bardziej i bardziej interesujące. Reaguje też na dźwięk domofonu, a także – kiedy jest w oddaleniu, reaguje, kiedy woła się do niego po imieniu. Jego reakcja, to coś przypominającego słowo „tu”, choć nie do końca oznacza to właśnie „tu”. Jeszcze w zasadzie nie wiemy, co to oznacza.

Mobilność jest czasami nieprzewidywalna. Ostatnio przed kąpielą Matka PL była już w łazience, a PL jak zwykle przyglądał się temu, jak brodzik prysznicowy napełnia się wodą i co tam robią jego zwierzątka. Małżonka dostrzegła chwilę później wystające z brodzika nogi. PL po prostu wpadł do środka sięgając po rybkę, kraba, czy inne pływające zabawki. Szybka akcja i reakcja. Skończyło się na strachu, a napełniający się brodzik nadal jest wielką atrakcją.

Pedagogiczny sukces! Długo nam to zajęło, ale wreszcie Podmiot Liryczny zaskoczył. Od kilku dni maglujemy jak mantrę „Jak robi piesek?”, „Jak robi kotek?” i „Jak robi wąż?”. Do tej pory było jak grochem o ścianę – nic. A dziś nagle i niespodziewanie pojawiło się „łałałałałała”. To taka jego wersja „hau, hau”. Powtarza to sobie sam, ale także następuje prawidłowa reakcja zwrotna na zadane pytanie. Jeszcze kilka zwierzątek nam zostało do opanowania. Tylko np. „Jak robi żyrafa?”, albo krab, albo… lama.

Lama pojawia się nieprzypadkowo. W najnowszej książeczce pt. „Gospodarstwo” wśród wymienianych zwierzątek oprócz kury, kozy, królika, krowy, czy konia jest właśnie lama. Nie mamy pojęcia dlaczego. Jest też bardzo interesująca kategoria „pokarm dla zwierząt”. Jest marchew, kukurydza, owies, owoce, czy siano. Ale jest także mieszanka paszowa!  I jeszcze urocze maszyny w gospodarstwie, do których zalicza się quad, prasa do słomy i naturalnie ciągnik z maszyną rolniczą. Przezabawne.

Czas zimowy jest u nas niestety czasem (na szczęście lekkich) chorób. To jakiś kaszel, to katar, to małe zapalenie. PL znosi to wszystko całkiem dobrze, bo na szczęście nie ma żadnej gorączki. I jest chyba zadowolony z tego, że do żłobka iść nie trzeba, a można posiedzieć z mamą w domu. Tylko gdyby nie te syropy.

To przezabawny widok, kiedy mały szkrab raczkuje w tempie szalonym i ucieka przez matką, która chce mu zaaplikować kilka mililitrów jakiegoś słodkiego płynu. Ale w końcu gdzieś następuje koniec ucieczki. A to blokuje go sofa, a to pralka… Na szczęście nie ma ryku, płaczu, szału, obrażania się, fochów itp. Syropy pije raczej ze smakiem, zatem ucieczki traktować chyba należy raczej jako swoisty rodzaj gry i zabawy. Oby PL szybko do zdrowia wrócił, a Matka PL mogła powrócić do pracy :)

Jedna scena powtarza się w zasadzie przed każdą kąpielą. Chronologicznie wygląda to mniej więcej tak:

-) Matka PL otwiera drzwi do łazienki, co natychmiast zwabia PL, który zaczyna buszować przy pralce, prysznicu, szafkach itp.

-) Matka PL wychodzi przygotować pokój PL, włączyć ogrzewanie itd. W końcu wychodzi do łazienki, przymykając za sobą drzwi.

-) Na to natychmiast reaguje PL, który wychodzi szybko z łazienki po to, aby otworzyć drzwi do swojego pokoju (chyba generalnie nie lubi zamkniętych drzwi), po czym wraca do łazienki na kąpiel.

Kurtyna.

Przezabawne są próby Podmiotu Lirycznego komunikowania się ze swoimi rodzicami. A takowe następują częściej i częściej. Na razie raczej operuje językiem ciała i różnymi odgłosami, choć czasami stara się kilkoma znanymi słowami (kaczka, piesek, ryba, książka, tata i mama) opowiedzieć jakąś historię. Wiadomo jednak, że kiedy PL siedzi pod zamkniętymi drzwiami łazienki, popycha je rękami, patrzy wymownie i wzdycha, to bardzo chciałby, aby łazienkę (ulubione i najbardziej fascynujące pomieszczenie) mu udostępnić.

PL zorientował się także dokładnie, gdzie są jego bezglutenowe ciastka. Zatem, kiedy na ciastko przychodzi ochota, podchodzi do kredensu, stara się otworzyć drzwi i nawołuje.

Pocieszne jest także to, jak czasami frustruje się, bo chce coś powiedzieć, ale nie wie jak. Mnóstwo słów ma w głowie, ale jeszcze nie na języku.

Mamy problem. Nocny problem. Podmiot Liryczny w nocy domaga się mleka z butelki. I to domaga się bardzo głośno. Matka PL próbuje wydać wojnę mlekowemu nałogowi, bo kto to widział, żeby w środku nocy… Mleko… A jak już PL dorwie się do butelki, to ciągnie jak oszalały. Dziś w nocy ok. trzeciej obudził nas dziki ryk! W końcu po kilku minutach chyba małżonka się złamała i PL dostał jakieś resztki z butelki. Z mojego stanu nieprzytomności pamiętam jednak, że płacz powrócił i nie jestem pewien, czy nie zakończyło się pełną kapitulacją. A dziecko przecież w nocy ma spać?

Czy ktoś ma jakiś sposób na odwyk mlekowy? Dawać jakieś rozcieńczone? Uzbroić się w tarczę żelaznej asertywności i ryki przez jakiś czas przetrzymać? A może po prostu dać sobie spokój i nocnego smoka mlekopija po prostu mlekiem raczyć?

Podmiot Liryczny wspina się już na wszystko, co napotka na swojej drodze. Sofa, pudełka, łóżeczko, zabawki grające – pianinko i kostkę, łóżko rodziców, wannę, pralkę, a nawet piekarnik. Lubi też wspinać się na rodziców, co czasami dosłownie przypomina atak frontalny, zwłaszcza jeżeli ciało rodzica oddziela go od czegoś interesującego. Sztukę pełzania opanował po mistrzowsku. Czasami oczywiście brutalnie odbywa kurs z praw fizyki, ale radzi sobie lepiej i lepiej, a i przeróżne mniej i bardziej śmieszne upadki znosi dość dzielnie. Zabronione są jedynie dwie rzeczy – opieranie się o kominek oraz o szafkę z telewizorem. Tutaj rodzice ćwiczą na dziecku głośne komendy „nie wolno”, a Podmiot Liryczny testuje wytrzymałość rodzicielską…

Ach. Najfajniejsze są wspinaczki zdobywcze, kiedy np. można z sofy ściągnąć pilota, książkę mamy, czy jakąś inną niezwykle intrygującą i interesującą rzecz :).

Jednak jest w Podmiocie Lirycznym trochę obaw i strachu. Kiedy siedzi u mnie na barana, to na pytanie: „Jaki będziesz duży”, reaguje jak zwykle, ale do góry podnosi przeważnie jedną rękę. Drugą trzyma się głowy i utrzymuje stabilność (choć tata i tak trzyma :)).


  • RSS