podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z okresu: 6.2013

Podmiot Liryczny to dziecko, które cieszy się do kiełbasy. To jeden z przysmaków. Niedawno znajoma przywiozła nam ze wsi sporo cudnej, aromatycznej kiełbasy i kiedy tylko PL zwietrzy, że jest ona krojona, natychmiast wszczyna alarm. Tak było też dziś. Matka PL zaczęła robić jajecznicę, ale mniej więcej połowa kiełbasy nie trafiła na patelnię. Trzeba uważać. Zresztą podobnie jest z kiszonymi ogórkami.

Pojechaliśmy dziś na małe zakupy. Małżonka przestawiła fotelik PL zza fotela kierowcy (czyli zza swojego fotela) na środek. PL ma teraz zupełnię inną perspektywę pasażerską. Dziś siedział zafascynowany tym, że widzi znacznie więcej ciekawych rzeczy. A potem zasnął. Zobaczymy, czy takie samochodowe przemeblowanie podziała. Podróż generalnie należy do rzeczy ulubionych i PL znosi je całkiem nieźle, a teraz może będzie jeszcze lepiej. W perspektywie czekającej nas podróży wakacyjnej to dobry sygnał.

PL nie znosi dobrze domowej rozłąki z matką. Ostatnio przechodzi fazę dużej bliskości. Ale jeśli chodzi o rozłąkę, to trageia trwa mniej więcej 5 minut. Matka PL musiała wyjść dziś załatwić kilka rzeczy i opieką zająłem się ja. Jeszcze przed wyjściem była tragedia, płacz i łzy. Matka PL wychodziła z duszą na ramieniu. Następnie mamy fazy płaczu cichszego, krótkiego łkania, nostalgicznego bezruchu, dostrzeżenia zabawek, nieśmiałych prób kontaktu z zabawkami, a po 10 minutach matka pozostaje już tylko wspomnieniem. Pobyt w domu z tatą ma swoje zalety, bo z jednej strony nadzoru jest trochę mniej, a z drugiej strony tata też lubi sobie czasami poszaleć :). Bez wchodzenia w szczegóły.

Z innych frontów:

Głodny Benio został dziś butalnie zerwany ze ściany. Kawałki papieru dołączyły do bałaganu.
Skóra nadal dziwnie papierowo-szorstka. Podejrzewane są jajka lub biała bułka.
Apetyt chyba wrócił na dobre. Łosoś, groszek i makaron zostały pochłonięte w całości bez wyrzucania czegokolwiek na ziemię.
Ojciec z założonymi na głowę spodniami PL jest zabawny. Zabawne też jest zrzucanie fafy z głowy. Wielokrotne.
PL na wieżę budowaną z klocków próbuje dodawać inne elementy – nakrętkę od słoika, klocki z innego kompletu. Czasami wychodzi, a czasami nie :).

Ciężko podsumować tak długą nieobecność. Ale żyjemy wszyscy zdrowi. Podmiot Liryczny biega, szaleje, jest pełen energii. Czasami zbyt pełen. Może uda się utrzymać nieco większą dyscyplinę pisarską, bo jedno jest pewne – za dużo drobiazgów nam ucieka. Za dużo zabawnych i pięknych zdarzeń i sytuacji, za dużo anegdot i opowieści, które potem będą już tylko zatarte mgłą. Bo już nikt nie będzie pamiętał o szaleństwach z wózkiem w skate-parku, o odzwyczajaniu PL od hippy w telewizorze i paluszków w realu. Nie będziemy pamiętać jego uuu-uuu-uuu, kiedy domaga się smoczka, szaleństw z wężem w łóżeczku i wygłupów na łóżku. Jak specjalnie zdejmuje skarpetki, jak kruszy wszędzie bułkę, z jaką wprawą zbiera kredki do puszki, a potem z pietyzmem wkłada je znów do środka. I tak w kółko… Może nam się uda coś z tego zapamiętać?

PL jest już z nami rok, sześć miesięcy i kilka dni. Chyba razem 564. Nadal w nocy budzi się kilkakrotnie. Biega wszędzie tam, gdzie my nie chcemy, uwielbia pralkę, którą pomaga załadowywać ubraniami, jest także bardzo pomocy przy wieszaniu mokrych rzeczy na suszarce. Przynosi nam buty, kiedy chce iść na spacer, ale sam konsekwentnie ucieka, kiedy trzeba założyć swoje własne buty. Ostatnio też bardzo jasno i precyzyjnie wyraża się na „nie”. Kręci głową, co z jednej strony przeszkadza, bo robi to często, ale z drugiej strony czasami jest to komunikatywnie pomocne. Nadal śpi z żyrafką, uwielbia się kąpać. Chorób poważniejszych brak i niech tak zostanie. Jest nadal podstawowym Podmiotem Lirycznym naszego istnienia. Bez dwóch zdań.


  • RSS