podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z okresu: 7.2013

Matka PL czyta, szuka, zagłębia się, zgłębia wiedzę i poszerza horyzonty. Wychodzi jej na to, że będący w 19. miesiącu życia PL odczuwa teraz bardzo silny lęk separacyjny i dla niego wychodzący gdzieś rodzic jest rodzicem znikającym na zawsze. Przyznać trzeba, że to jest perspektywa nie do pozazdroszczenia. Co prawda owa panika zanika szybko, ale współczujemy. Zdaniem poszukującej Matki PL dochodzi do tego jeszcze ‚bunt dwulatka’. Stąd kumulacja tupnięć, krzyków, protestów, domagań się, że ma być tak, a nie inaczej, że ‚jeżeli chcę, żeby to mama podała mi picie, to ma być to mama, a nie żaden tata’. I tak dalej.

Z frontu żłobkowo-chorobowego: wygląda na to, że to jednak różyczka. Wszystkie dzieci, które były szczepione, zniosły to dość lekko i przychodzą do żłobka. Natomiast dzieci nieszczepione zostały rażone piorunem choróbska i spędzają radosny czas poza żłobkiem, w towarzystwie z pewnością szczęśliwych rodziców.

Matka PL kupiła kubek ze słomką. Na razie nadaje się on do wszystkiego, tylko nie do picia. Mamy czas.

Gorąco. Za gorąco.

Nadal ani śladu choroby. Czymkolwiekby ona nie była, bo ponoć diagnoz jest już kilka. A to różyczka, a to szkarlatyna, a to jednodniówka z wysypką, trzydniówka z gorączką i wysypką. Jakaś magia absurdalna. Zamiast wysypki PL przyniósł tylko spodnie zazielenione. Bieganie w ogródku zaliczone. Zbieganie ze zjeżdżali zaliczone, a Matka PL zaczyna się przekonywać o tym, że plamy z trawy schodzą trudno. Jak w reklamie. A krzyków to się nasz panicz nauczył od jakieś Julki.

Siedzimy sobie na kanapie. PL popiskuje seriami, próbując zwrócić naszą uwagę. Starszyzna ignoruje. Po piętnastej, czy tam szesnastej powtórce PL sięgnął ręką do twarzy Matki PL i brutalnie obrócił jej głowę w swoją stronę domagając się uwagi. Ot, co.

A dwa sojowe jogurty dziś wchłonął jedną dziurką od nosa. Nawet nie zauważył :). I podobno płakał, kiedy poszedłem do samochodu przynieść zostawiony tam telefon. Dziwne. Płacze też, kiedy Matka PL wychodzi… do toalety :).

Zabawne jest obserwowanie, jak Podmiot Liryczny się budzi i „loguje” do rzeczywistości. Dziś np. wstawał w humorze niezłym. Obyło się bez jęczenia. Czasami jest jednak znacznie gorzej, wtedy lepiej na jakiś czas usunąć się z drogi i po prostu nie podchodzić. Zatem wydaje się, że stosunek do poranka raczej syn odziedziczył po Matce PL. Cudne jest to, jak on się rano obija o łóżko, bo nie chce mu się jeszcze wstawać. Dochodzi już do pozycji siedzącej i bach. Pada na materac, na chwilę zamyka oczy, robi te swoje miny. I jeszcze raz… Dopiero dźwięk przygotowywanego śniadania włącza w nim drugi bieg i łaskawie wychodzi z łóżka, zabiera żyrafę i rusza sprawdzić teren. Warto dodać, że cały czas używamy łóżeczka turystycznego. Drewniane połamał. Dziś rano także miał wybór pomiędzy dwoma smokami i jeszcze na leżąco przekładał je sobie, sprawdzając chyba, który lepszy, i który wprowadzi go w lepszy nastrój.

W żłobku raczej jest różyczka, a nie szkarlatyna. Na razie jednak brak jakichkolwiek objawów. Ciekawe, czy szczepionka działa? Rano w żłobku pustki :).

PL przeżył dziś dzień w żłobku, ale siedmioro dzieci wróciło wcześniej do domu. Szkarlatyna chyba zbiera swoje żniwo. Mamy nadzieję, że naszego to nie ruszy (odpukać!). Byłoby dobrze. Jedyny raport żłobkowy dotyczył dziś skarpet. Panie uznały, że nie będą go powstrzymywać przed ich ciągłym ściąganiem i pozwalają mu biegać boso. W sumie słusznie. Niech się cieszy umiejętnością własnoręcznego pozbywania się części garderoby. Na razie to tylko skarpety (czasami próbuje ściągać rajstopy – z mizernym skutkiem) i czapka (jeśli rozwiązanie troczków się powiedzie).

Kują w mieszkaniu pod nami. Mocno. Wybraliśmy się więc na popołudniowy spacer i przy okazji odwiedziliśmy Prababcię PL, u której już sporo nas nie było. Dla PL takie spotkanie jest jeszcze w zasadzie niedostrzegalne, bo to jakieś dziwne inne miejsce, inne zapachy, kolory, meble, kryształy stojące na półkach, inny pilot od telewizora i ptaszek w klatce. I do tego starsza pani, znaczenia której on jeszcze po prostu nie rozumie. Ale prababcia mogła zobaczyć prawnuka na moment. Nie jest z jej zdrowiem najlepiej i choć mam nadzieję, że jeszcze będzie z nami długo, to nie wygląda to szalenie optymistycznie. I po dzisiejszym spotkaniu doskonale wiem, po kim odziedziczyłem cierpliwość i pogodne podejście do życia.

Chyba w żłobku jest jakieś dziecko, które mocno i gwałownie wyraża złość i sprzeciw, bo takie zachowania od niedawna znalazły się także w repertuarze PL. Chyba to tam podpatrzył, bo do tej pory wszelki sprzeciw przebiegał znacznie łagodniej. Nie ma tragedii, jednak rodzice kontratakują. Nie będzie miał z nami tak łatwo. Oj, nie :).

Z informacji Matki PL dotyczącej poranka: PL w humorze nienajlepszym. Wiadomo – poniedziałek. Z domu wychodziła ona, plecak, torba, PL, a także kaczka na patyku do pchania, bez której po prostu nie można było wyjść z domu. Nie, i już. Miejmy nadzieję, że kaczka nie zostanie zakładnikiem w żłobku, bo podobno trwają tam wojny podjazdowe dotyczące nowych (prywatnych) zabawek. Cóż, PL najwyraźniej chce się wyróżniać :).

Ja natomiast nieco wcześniej wsiadłem na rower, żeby pojechać do przychodni i stanąć po numerek do pediatry. Miałem sporo szczęścia. 12 minut przed uroczystym otwarciem zamków byłem w kolejce trzeci. Oznacza to, że społeczeństwo zdrowe, bo bywało gorzej. Kaszel mokry PL i wysypka są raczej związane z alergią.

To się jeszcze okaże, bo okazuje się, że w żłobku pojawiła się szkarlatyna. Część objawów chyba występuje.
Kurtyna (rymując).


  • RSS