Zabawa w chowanego ewoluuje. Kiedyś liczenie było do 10, a PL sam wskazywał miejsce, gdzie jego współ-zabawowicz miał się schować. „Schowaj się w kuchni, schowaj się w pokoju rodziców…”. W dodatku złościł się nieco, kiedy człowiek specjalnie chował się w innym miejscu.

Teraz liczymy do 100. To znaczy ja liczę do 100 normalnie, natomiast PL liczy nieco na skróty: „1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11, 33, 56, 73, 89…” Czasami też np. co 10. A potem szuka i można się już schować tam, gdzie się chce. PL chodzi po mieszkaniu: „O… w łazience nie ma taty”… „O, tu też nie”. On sam wyszukuje mało wyrafinowane kryjówki, np. szuflada własnego łóżka (wyciągnięta). A jeżeli długo się go nie może znaleźć, wtedy tupie i woła – tu jestem.

Wczoraj też zafascynowały go zera. Wiedział już, że jedynka i sześć zer to milion. Potem zaczął drążyć – siedem zer, osiem zer… Bardzo go bawiły nazwy wielkich liczb, a ja musiałem sięgnąć do internetu, no bo wo końcu jak często mamy okazję użyć nazwy kwintylion, oktylion, czy choćby tryliard.