Po pierwsze nasz czteroletni Podmiot Liryczny został pełnoprawnym czytelnikiem, bowiem ma swoją własną, podpisaną kartę biblioteczną. Pani uznała, że przecież korzysta on z niej, jak każdy inny, wypożycza książki, to musi mieć swoją kartę. Dziecko dumne i szczęśliwe!

W ramach zabaw, które są zabawami potrzebnymi, rehabilitacyjno-rozwojowymi, PL musi ostatnimi czasy podnosić stopami chustkę (lubi to, bo chustką można potem rzucić do góry), toczyć piłkę po ścianie (lubi to, bo może się podroczyć, piłkę kopnąć, itp.), bawi się też w przelewanie i przesypywanie. Wczoraj pół kuchni było w ziarenkach siemienia lnianego.

- Chcę odkurzyć – poinformował PL.
- Sam – zastrzegł.

No i Matka PL wyjęła odkurzacz, a PL… zaczął powolutku odkurzać. Zabawa mi się spodobała tak, że po odkurzeniu kuchni przeszedł na przedpokój, potem w inne zakamarki mieszkania. I po prostu odkurzał sobie. Być może życie rodziców stanie się nieco prostsze :).

Poza tym trwa walka z kurzajką. Mamy mocnego zawodnika. Nie działa nawet dość ordynarne przekupstwo w postaci nowej książki o Elmerze. Możemy powiedzieć, że jesteśmy w sytuacji patowej. Nawet w nocy, kiedy próbujemy (jak w konspiracji – z latarką w ciemnym pokoju) zakraść się do stopy, ta stopa nagle ożywa i ucieka. Ale to na pewno nie jest nasze ostatnie słowo.