Wybraliśmy się wczoraj na dłuższą wycieczkę do bardzo starego miasta. Podczas powrotnej podróży samochodem PL zaczął już przysypiać. Ale kiedy zatrzymaliśmy się na tankowanie samochodu, PL zatankował wodę z miodem ze swojego nowego termosu i siły wróciły. Skupił się na obserwowaniu nawigacji i liczby minut, które pozostały do celu. W związku z tym pytał:
- Ile jeszcze zostało?
- 38 – odpowiedzieliśmy jednocześnie z Matką PL.

Bardzo mu się ta jednoczesność spodobała i przez następny kwadrans kazał nam powtarzać jednocześnie różne liczby. Zaczęło się standardowo, ale ponieważ niedawno wałkowaliśmy ogromne liczebniki, w końcu zaczęły się takie polecenia, jak 100 miliardów, 80 bilionów, czy też bilion bilion. Każda nasza odpowiedź spotykała się z salwą śmiechu dochodzącą z tylnego siedzenia.

Gdzieś o 3 w nocy PL obudził się i poprosił Matkę PL, żeby poszła z nim spać do salonu na kanapę. Poszła. Gdzieś ok. 7 rano obudził mnie głos PL: – Mamo… Maaaaamo. Mamo! Maaaaaaaaamo, wstawaj! Trwało tak z przerwami przez jakiś czas (Matka PL nie jest rannym ptaszkiem). W końcu powiedział: – Mamo. Wstawaj. Jest już 7:40! (z wielkim wyrzutem). Ot weekend. Jutro Matka PL chyba bez skrupułów będzie budzić PL do przedszkola. Tak czuję.

Podmiot Liryczny bardzo lubi asystować przy robieniu soków – podawać owoce i warzywa przed obraniem, podawać kawałki różnych owoców i warzyw do wyciskania, ale: 1) soków spróbować nie chce pod żadnym pozorem (- Ja lubię soki malinowy i miodkowy – mówi) 2) nie dotyka pomarańczy, cytryny, grejpfruta i wszelkiego innego wilgotnego dziadostwa, bo może sobie ręce pobrudzić. Buraka, czy marchewkę – bez żadnego problemu.