Mamy w kuchni roboczy kalendarz, takie domowe centrum dowodzenia NASA. Od jakiegoś czasu Wojtek uwielbia planować różne wydarzenia, zakreśla „w pentelkę, mamo” konkretne daty i planuje. Ale ponieważ inny kalendarz kartkowy, taki zrywany, zamoczył podczas „ozdabiania” go farbami, stworzył sobie nowy, własny. Tylko że miesiąc ma w nim 79 dni. No i tak sobie stoi i na głos planuje, że 68 lutego coś tam zrobi. I mój wewnętrzny głos każe mi go skorygować. Więc koryguję i mówię:
- Synku, ale luty ma 28 dni. Nie ma takie dnia jak 68 lutego…
- Mamo, ale to jest mój kalendarz. Ty masz swój na ścianie…
I nie wiem teraz, czy to po mnie ma te cięte riposty, czy po Ojcu Tego Dziecka Asertywność posuniętą do granic bólu…