podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Dzień 44/2

3 komentarzy

MPL: Chcesz wymasować małego?
OPL: Nie.
MPL: Dlaczego?
OPL: Bo jest ważny mecz.
MPL: Jak to?
OPL: No normalnie. Jest ważny mecz.

Na szczęście spotkałem się z pewną dozą wyrozumiałości…

Dzień 44

1 komentarz

Noc raczej niezauważalna. Oby pięciogodzinny sen stał się normą. Ciekawy jestem, co się śni Podmiotowi Lirycznemu? Czarno-białe obrazki z książeczki? Wielka i zawsze dostępna butla mleka? Matka, która tylko i wyłącznie przytula, ale nie brutalnie zmienia pieluchę? A może przejazdy wózkiem przez różne zaczarowane krainy? Ciekawe…

A ja staję się powoli wirtuozem usypiania na brzuchu. Na plecach Podmiot Liryczny śpi, ale zasypia niechętnie. Czasami pomaga smoczek, czasami ciepłe ramię Matki Podmiotu Lirycznego, czasem potrząsanie łóżeczkiem. Natomiast na brzuchu to zupełnie inna historia. Działa usypianie bębenkowe. Dziecko kładziemy na brzuchu, przykrywamy, a potem dwiema otwartymi dłońmi klepiemy w dość szybkim rytmie po plecach i pupie.  Czas uspokojnia od 2 do 30 sekund. Co ważne – samouspakajanie na plecach na razie niemal nie występuje. Samouspokojenie po przebudzeniu na brzuchu występuje z zaskakującą częstotliwością.

Dzień 43/3

Brak komentarzy

Mam wrażenie, że funkcjonowanie rodzica na tym etapie wiąże się z wieloma „odczucio-wrażeniami”. Mam zatem wrażenie, że maść działa i Podmiot Liryczny zasypia łatwiej, nie budzi się tak często i generalnie lepiej mu trochę. Ale… to tylko wrażenie, jedno z dziesiątek i setek. Następne dni pokażą, albo też spowodują kolejne wrażenia…

Wiem, że koncert skrzypcowy Felixa Mendelssohna-Bartholdy’ego, lektura „Na zachodzie bez zmian” oraz piwo Leżajsk niepasteryzowane to połączenie dziwne, ale oparte na faktach. Matka Podmiotu Lirycznego okupuje na razie allegro, bo cudowny elektryczny laktator jest nieco mniej cudowny. Co prawda wygodniejszy w użyciu, ale jeżeli chodzi o skuteczność, to niestety co manufaktura, to manufaktura… Kanapki podano.

Dzień 43/2

1 komentarz

Czarne chmury, które zbierały się nad domem wisiały od jakiegoś czasu. Matka Podmiotu Lirycznego była coraz bardziej zdenerwowana, zestresowana, no bo przecież przyjeżdża babcia Podmiotu Lirycznego, czyli mówiąc krócej teściowa. I co to będzie? Będzie spać? Będzie chcieć przejąć stery? Będzie… Samo gdybanie, spekulacje, nerwy. I po co?

Ja generalnie między młotem a kowadłem. Ot – z jednej strony jestem bodyguardem mającym zapewnić mir domowy, święty spokój, poczucie bezpieczeństwa, odizolować i wspierać. Z drugiej strony… Nie da się ukryć, że jestem synem mojej matki i na jej pomoc patrzę jednak życzliwie (lata życiowej praktyki pozwoliły mi nauczyć się omijania różnych dziwnych i niezrozumiałych zachowań). Chce pomóc, babcią jest, doświadczenie w opiece ma, a przede wszystkim przyjeżdża z daleka… na chwilę… I chce się tym jakoś nacieszyć… Aż trudno w to uwierzyć, że ta emigracja trwa już tyle lat.

No i co?

Na razie czarne chmury okazały się zupełnie innego koloru. Nie powiem, że przyjaźń kwitnie, że od razu rzuciły się sobie w ramiona i spijają sobie słowa z dziubków, ale wszystko odbywa się w atmosferze wzajemnego zrozumienia i szacunku. Aż miło popatrzeć. Była szarlotka, i rogaliki i kawa i mnóstwo pięknego uśmiechu po każdej stronie. Aż miło popatrzeć na twarze dziadków, kiedy patrzą na wnuka. To chyba rzeczywiście inna relacja, której nie rozumie się, aż się nie wydarzy. A czy chmury przejdą całkowicie? Czas pokaże. Podmiot Liryczny wydaje się niezainteresowany rozgrywającymi się dookoła wydarzeniami, choć przybycie dziadków uczcił toastem z całej butelki matczynego mleka.

Dlatego MPL dedykuję słowa Guru Wuja, który skomentował wszystko jak to ma w zwyczaju – spokojnie:

Things simply happen in life… They are not good or bad… They just are… They all serve the greater purpose of providing life lessons, but if we are too quick to judge them as good or bad based on initial impressions, we run the risk of losing sight of the real lessons.

Dzień 43

Brak komentarzy

Ku ogromnemu zdziwieniu wszystkich domowników Podmiot Liryczny obudził się w nocy zaledwie raz. Po raz pierwszy. Oczywiście z ponownym zaśnięciem problemy wystąpiły normalne, ale to nie zmieniło towarzyszącej temu radości, a radość o godzinie 3 rano ma zupełnie inny smak. Towarzyszył jej monotonnie szumiący dźwięk nowego elektrycznego laktatora, który dochodził z łazienki. Szkoda, że do tego wszystkiego Radwańska nie wbiła więcej piłek Azarence, choć przyznać trzeba – nie szło jej… No i nie ma takiego blond warkocza.


  • RSS