Rozrywki dostarcza nam teraz nasz samochód. W środę po raz drugi odmówił MPL posłuszeństwa, kiedy odwodziła syna do żłobka. Na dość ruchliwym skrzyżowaniu. Po kilku minutach ktoś uprzejmy pomógł jej go zepchnąć na bok. Ja w tym czasie wsiadałem do autobusu i opuszczałem rodzinne gniazdo na całe trzy dni, co jeszcze spotęgowało emocje u drugiej połowy.

Zatem laweta. Jeden mechanik – nic nie znalazł. Samochód jedzie do ASO. Trzeba odwoływać montaż szafy w pokoju dziecięcym, a do tego jeszcze w środku dnia wizyta PL u neurologa. Trwa walka z ubezpieczycielem o samochód zastępczy. Trzeba dowieźć dokumenty do warsztatu, bo nie mogą znaleźć niczego i trzeba samochód trochę potestować. Pojawiają się jakieś prognozy, że to może być coś poważniejszego, co oczywiście będzie kosztować baaardzo dużo. No i do tego wszystkiego ogólne nerwy i stres, bo przecież ona jest z tym wszystkim sama z dzieckiem. Gdyby nie pomoc kolegów z pracy, byłoby naprawdę krucho.

W końcu jakieś dobre wieści. Samochód zastępczy w końcu dowieźli, a z warsztatu w piątek przyszły optymistyczne dobre – podobno jakiś czujnik ciśnienia paliwa. Drobiazg. Niecałe 400 złotych. Ulga. W piątek wróciłem do domu, humory już nieco lepsze. Sobota zaczynała się urokliwie i miał to być naprawdę miły dzień ze względu na ślub koleżanki. Zatem rano odwieźliśmy samochód zastępczy, odebraliśmy nasz z warsztatu. Wróciliśmy do domu. Bez problemu. MPL założyła granatową sukienkę, a ja wyciągnąłem z szafy krawat w owieczki. Łóżeczko spakowane, torba Podmiotu Lirycznego pełna. Możemy ruszać. Jedziemy. Do ślubu niecała godzina. Kilkanaście kilometrów od domu samochód stoi…

Odpalił w końcu, ale nie mieliśmy już odwagi jechać dalej. Do tego wszystkiego wieczorem mieliśmy przywieźć na wesele kolegę z lotniska, co oczywiście też się nie udało. Jak pech, to pech. Nie dane nam było bawić się na pierwszym wspólnym weselu.

Rzec można – zdarza się. Poradzimy sobie, samochód się naprawi i w kategoriach wydarzeń traumatycznych nie jest to zdarzenie z pierwszej ligi. Nikomu nic się nie stało. Złośliwość rzeczy martwych. Ale…

Jedna rzecz optymistyczna. Podczas pechowej podróży zadebiutował fotelik samochodowy dla PL. Koniec z jazdą tyłem, wreszcie można wyglądać przez okna i podróż staje się przyjemniejsza dla wszystkich jej uczestników. Gdyby jeszcze słońce tak nie dawało po oczach :).