podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: choroba

To było bardzo zabawne. Podczas kolacji Podmiot Liryczny miał przy sobie kaczkę i dokarmiał od czasu do czasu kanapkami z pastą serową. Oczywiście informował nas za każdym razem, że kaczka je razem z nim. Potem kazał jeszcze dostawić sobie ptaka ze świecącym okiem, którego też karmił. Ubaw po pachy.

Ostatnio ulubioną zabawą podczas kąpieli jest wychlapywanie wody. Służą do tego gumowe zwierzątka. PL zanuża je głęboko – w zasadzie dociska do dna – a potem szybkim ruchem wyrzuca je poza wannę przy okazji wylewając trochę wody. Czasami więcej, czasami mniej – ale uśmiech jest po pachy. Kiedy wyrzuci już wszystkie zwierzątka i zabawki, wtedy do chlapania może służyć ręka. Zapytany o to, kto tak chlapie wodą, odpowiada: „kaka” (kaczka). Spryciarz.

Spryciarz jutro wraca do żłobka. Ma glejt od lekarza. Miejmy nadzieję, że więcej się nie przypałęta chorób. Oby.

Wieczorna sytuacja. Ja zaczynam umierać ze względu na okrutny ból głowy. Przed kolacją już było niedobrze, a przed kąpielą było tragicznie. Matka PL powiedziała, że wykąpie syna, a ja mam iść się położyć. Tabletki wziąłem, przykryłem się kocem, poduszka na głowę i leżę. Nagle słyszę dramatycznie nawoływania z łazienki. Zwlekłem się z łóżka, idę… Bateria w prysznicu się zepsuła. Nie dało się zakręcić wody. Zakręciliśmy zatem wodę w domu. Ja do łóżka, a małżonka położyła Podmiot Liryczny i ruszyła po nową baterię, którą potem szybko i sprawnie wymieniła. Nie na darmo ma breloczek „najlepsza żona na świecie”. A na koniec dostałem na głowę termofor opakowany w opakowanie z pluszowej świnki.

Choroba nie przeszła do końca, zatem Matka PL dostała jeszcze dodatkowy tydzień wyroku. Podmiot Liryczny korzysta z niemal ciągłej obecności rodzicielki pełnymi garściami. Kiedy proponuje mu się, że to tata przeczyta z nim książeczkę, albo tata zrobi coś, on przeważnie mówi: „mama” i rzadko daje się przekonać.

Co ciekawe w jego mniemaniu większość domowych obiektów należy do taty. Odkurzacz: „tata”, sok pomarańczowy: „tata”, mleko zagęszczone: „tata”…

Choroby ciąg dalszy. W nocy Podmiot Liryczny mocno kasłał. Matka PL była na tyle zaniepokojona, że trzeba było zdjąć dla niej karimatę, aby mogła nasłuchiwać z bliska co się dzieje. W dzień jednak PL nie zdradzał aż tak poważnych objawów. Wręcz przeciwnie – nosiło go straszliwie. Zapewne również dlatego, że siedział cały dzień w domu. Na szczęście przeprosił się trochę z syropami i nieco chętniej daje sobie aplikować leki. Poza tym przylepiony jest do mamy, co kilka chwil usilnie prosi, aby podnieść go do okna, bo musi tam szukac kota, trzeba mu rysowac myszy, nieustannie ściąga kapcie, biega, włazi na rodziców, fascynuje sie snookerem, skacze po sofie, nieustannie próbuje uruchamiać kran, zagląda do śmietnika w kuchni. Ot, choroba.

Jedną z domowych czynności, na którą Podmiot Liryczny reaguje natychmiast, jest otwieranie zmywarki do naczyń. Jest przy niej kilka sekund po, gotowy do pomocy. Wyjmuje sztućce, kubki, talerze, garnki, zaczyna orientować się, gdzie trzeba je włożyć i stara się zgadywać właścicieli niektórych naczyń. Pomocne dziecko. Trochę gorzej jest, kiedy sam próbuje wejść do zmywarki, ale niedługo będzie już tak duży, że nie będzie się tam mógł zmieścić i problem sam się rozwiąże :).

Zrobiłem dziś kolejną porcję soku jabłkowo-marchwiowego. Tym razem jednak pozostałości wykorzystałem do zrobienia prostych ciasteczek. O dziwo – Podmiot Liryczny chętnie je wcinał, choć sok nadal nie budzi jego zainteresowania. W ciasteczkach zasmakowała też Matka PL. Tutaj przepis: 
http://www.gotowanie-w-mniejszym-miescie.pl/2012/05/recyklingowe-ciastka-ciastka-z-resztek.html

PL zasypiając, kładzie sobie pluszowego psa na głowę. A potem budzi się i robi awanturę, bo mu niewygodnie. Błędne koło.

Trochę Podmiot Liryczny choruje. To na szczęście lekka infekcja, ale oznaczało to trzy dni w domu. Z Matką PL, bo ja – jak co tydzień – na dwa dni do drugiej pracy. Na szczęście rodzicielka jakoś przeżyła ten czas bliskości non-stop. Na szczęście na razie nie trzeba było aplikować jakiegoś mocniejszego antybiotyku. Jest tylko jakaś maść do oczu, która powinna infekcję w okolicach zatok zdusić. Jest lepiej, ale tylko trochę. I jakoś chęć spożywania leków nieco się zmniejszyła i zaaplikowanie syropu niestety nie jest już tak proste jak kiedyś.

Ja już w domu. Dziś wyszliśmy na chwilę na pieszy spacer. PL przeszedł całkiem sporo, całkiem chętnie i całkiem posłusznie. Spotykam się – podobnie zresztą jak Matka PL – z werbalnymi wyrazami uznania dla dziecka na szelkach. – Jakie to fajne – mówi jedna babcia. – Nie ucieknie! – mówi druga. I tak sobie chodzimy. Dziś atrakcją największą było przechodzenie przez jezdnię na światłach. Światło czerwone – stoimy i czekamy z tatą trzymanym za rękę. Światło zielone – szybko biegniemy na drugą stronę. I tak ze dwa okrążenia skrzyżowania – dla zabawy i dla utrwalenia.

Odkurzanie z PL nie należy do najłatwiejszych, bo wykorzystuje on każdy moment nieuwagi, aby podejść do odkurzacza i go wyłączyć. Odkurzanie przypomina zatem bycie zwierzyną łowną, która musi być cały czas czujna, cały czas mieć ogląd na okolicę i uważać, z której strony przyjdzie zagrożenie. Ale znalazłem na to bardzo prosty sposób. Oprócz zwykłego odkurzacza mamy też taki na wodę, którego przygotowanie trwa znacznie dłużej, ale którego PL (jeszcze) nie potrafi wyłączyć. Kręcił się blisko, przesuwał odkurzacz, potykał się o rurę, ale nic nie wyłączył. Za to dziś był niezwykle pomocny przy wieszaniu prania. Zwykle bywa tak, że PL wyrzuca wszystko z miski na podłogę i uznaje, że jego rola w procesie jest zakończona. Dziś podawał mi rzeczy do ręki, przy okazji starając się zidentyfikowac właściciela danej części garderoby. Z tatą i mamą idzie mu nieźle, natomiast nie jest jeszcze świadomy swojej indywidualności.

Ściągnąłem dziś ze strychu sokowirówkę. PL z niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się, jak marchewki i jabłka zamieniają się na sok i paćkę. Siedział na kolanach mamy jak zahipnotyzowany. Jednak z ofery spróbowania soku z owoców nie skorzystał.

Rysowanie, rysowanie, rysowanie. PL domaga się przede wszystkim myszek i kotów (od czasu do czasu zresztą musimy podnosić go do okna, żeby mógł zobaczyć, czy gdzieś nie kręci się kot – a przeważnie się nie kręci). Ale znaki drogowe w wykonaniu rodziców też zrobiły spore wrażenie.

Matka PL czyta, szuka, zagłębia się, zgłębia wiedzę i poszerza horyzonty. Wychodzi jej na to, że będący w 19. miesiącu życia PL odczuwa teraz bardzo silny lęk separacyjny i dla niego wychodzący gdzieś rodzic jest rodzicem znikającym na zawsze. Przyznać trzeba, że to jest perspektywa nie do pozazdroszczenia. Co prawda owa panika zanika szybko, ale współczujemy. Zdaniem poszukującej Matki PL dochodzi do tego jeszcze ‚bunt dwulatka’. Stąd kumulacja tupnięć, krzyków, protestów, domagań się, że ma być tak, a nie inaczej, że ‚jeżeli chcę, żeby to mama podała mi picie, to ma być to mama, a nie żaden tata’. I tak dalej.

Z frontu żłobkowo-chorobowego: wygląda na to, że to jednak różyczka. Wszystkie dzieci, które były szczepione, zniosły to dość lekko i przychodzą do żłobka. Natomiast dzieci nieszczepione zostały rażone piorunem choróbska i spędzają radosny czas poza żłobkiem, w towarzystwie z pewnością szczęśliwych rodziców.

Matka PL kupiła kubek ze słomką. Na razie nadaje się on do wszystkiego, tylko nie do picia. Mamy czas.

Gorąco. Za gorąco.

Czas zimowy jest u nas niestety czasem (na szczęście lekkich) chorób. To jakiś kaszel, to katar, to małe zapalenie. PL znosi to wszystko całkiem dobrze, bo na szczęście nie ma żadnej gorączki. I jest chyba zadowolony z tego, że do żłobka iść nie trzeba, a można posiedzieć z mamą w domu. Tylko gdyby nie te syropy.

To przezabawny widok, kiedy mały szkrab raczkuje w tempie szalonym i ucieka przez matką, która chce mu zaaplikować kilka mililitrów jakiegoś słodkiego płynu. Ale w końcu gdzieś następuje koniec ucieczki. A to blokuje go sofa, a to pralka… Na szczęście nie ma ryku, płaczu, szału, obrażania się, fochów itp. Syropy pije raczej ze smakiem, zatem ucieczki traktować chyba należy raczej jako swoisty rodzaj gry i zabawy. Oby PL szybko do zdrowia wrócił, a Matka PL mogła powrócić do pracy :)


  • RSS