podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: ćwiczenia

To chyba były nasze najspokojniejsze i najcichsze święta od dawien dawna. Po prostu spędziliśmy je sami ze sobą. Odpuściliśmy sobie kulinarną rozpustę (ja zrobiłem ciasto krówkę, Matka PL ze dwie sałatki, były też nawet mrożone frytki). Uznaliśmy, że czas trochę wypocząć. Wyjazd do rodziny byłby jednak mordęgą ogólną, bo wpadnięcie w ten rozgardiasz świąteczny dwóch rodzin z czteromiesięcznym Podmiotem Lirycznym mocno by ten rozgardiasz spotęgowało jeszcze. Myślę, że takie atrakcje dopiero w grudniu.

Zatem było bardzo spokojnie. Jakieś małe zakupy, zabawna sobotnia wizyta w pustym markecie budowlanym, żeby kupić do lirycznego pokoju zaciemniającą bardziej roletę, spacery w słońcu i w tym dziwnym świątecznym śniegu, zabawy z Podmiotem Lirycznym, ćwiczenia, książka Urszuli Dudziak, piłkarze ręczni, koncerty z Misteriów Paschaliów, a nawet puzzle. Ukochana Matka PL zawiozła mnie nawet w sobotę na basen.

Podmiot Liryczny zachowywał się całkiem spokojnie. Bawią nas wydawane przez niego kolejne dźwięki, bo szuka on nowych tonów, faktur, melodii. To już nie jest tylko proste guuu i gaaa. Młody człowiek prowadzi w sobie tylko znanym języku dyskusje. Z mamą, tatą, krową pluszową, kontaktem, lampką (a w zasadzie bardzo zdobionym kloszem) i innymi przedmiotami domowego użytku… Trochę go stresuje młynek do kawy jeszcze :).

Zadziwiające, że wczoraj przesiedział radośnie na huśtawce bitą godzinę. Wystarczyło, że Matka PL pokazywała mu różne zabawki, szeleszczącą książeczkę, itp. mieniące się w pięknym słonecznym świetle. Trochę więcej płaczu przynoszą ćwiczenia, ale ćwiczyć po prostu trzeba. Nie ma bata. Prawie płaczem skończył się też wieczorny wczorajszy pokąpielowy masaż, ale udało mi się małym taneczno-muzycznym pokazem zająć uwagę naszego panicza, który w istocie lubi, jak jego uwagę się zajmuje.

To były miłe rodzinne cztery wolne dni.

- Napisz, że są problemy z piersią, że jestem zmęczona, że są postępy w rehabilitacji – tak na pytanie o tym, co mam napisać, odpowiedziała Matka PL z laktatorem przy piersi. Ona czasu na pisanie ostatnio ma mniej, a ja jakoś staram się od komputera trochę się odrywać częściej nieco (choć oczywiście małżonka twierdzi, że to już uzależnienie… pewnie trochę tak, ale wolę takie niż inne gorsze), dlatego piszę nieco rzadziej oraz – co gorsze – czytam inne blogi rzadziej także.

Rzeczywiście – są małe problemy z piersią i zatorami, co wpływa na samopoczucie Matki PL. Zwłaszcza nocne samopoczucie. Na razie pomagał termofor, ciepły prysznic, a także (o dziwo) spojrzenie PL, a dziś chyba także rady doradczyni laktacyjnej. Okazuje się bowiem, że być może nocne problemy wynikają ze zbyt dużego ucisku i zbyt rzadkiego ściągania pokarmu nocą właśnie. Oby się poprawiło…

Rzeczywiście małżonka jest zmęczona. Nocne wstawanie po prostu daje się we znaki. Chyba nie da się z tym zrobić wiele. Wszystko przejdzie, kiedy Podmiot Liryczny zacznie przesypiać noce lepiej. W tym celu (a także dla tego, że jakoś straszliwie on duży) małżonka wprowadziła rumiankową herbatkę do jadłospisu, coby w nocy stosować, kiedy raczej dziecku pić się chce, a nie jeść. Czy to poskutkuje choć trochę – okaże się… Ja też jestem zmęczony, ale to zmęczenie inne zupełnie. Trochę się jeszcze zatoki dają we znaki, dlatego na razie łażę w czapce nawet w pięknym słońcu. Zmieniłem tylko czapkę na bardziej odlotową :)

Rzeczywiście są postępy. Widzimy, jak wszystko się normuje. Ile radości maluje się na twarzach obojga rodziców, kiedy Podmiot Liryczny zaczyna sięgać rączkami w dal i powoli łapac obiekty, co do tej pory mu nie wychodziło najlepiej, kiedy widać, że napięcie jest mniejsze, że główka się mniej przekrzywia, a także, że bezglutenowe i bezmleczne męczarnie matki (spróbowałem bezglutenowego chleba – suchy wiór w ustach) przynoszą efekty. I też ta radość, kiedy okazuje się, że wynik badania USG głowy to „w normie”. Są postępy. Podmiot Liryczny rośnie, się domaga różnych rzeczy, a my ciągniemy tę zabawę dalej.

Ot, proza życia.

Do tego spacery już niemal codzienne – mamy taką fajną trasę na mniej więcej 5 kilometrów. No i czeka nas bardziej lub mniej intensywny remont łazienki. Będzie się działo!

Uff. Wróciliśmy ze spaceru. Było krócej niż zakładałem, bo Podmiotowi Lirycznego ostre słońce trochę przeszkadzało i zaczął marudzić w wózku. Ale 8.3 kilometra to całkiem niezły dystans. A pogoda po prostu letnia. Tak naprawdę mogłem włożyć krótkie spodnie. W słuchawkach piękna Mor Karbasi. Polecam.

Na wczorajszej rehabilitacji PL zachowywał się całkiem przyjaźnie. Pomogła krowa, która trochę odwracała uwagę. Mamy więcej pracy domowej, ćwiczenia na wałku, ćwiczenia na siedzącym rodzicu, inny sposób noszenia, który ma go w odpowiednich miejscach porozciągać. Chyba zresztą już widać pierwsze efekty, bo lewa ręka zaczyna doganiać prawą w funkcjonalności – nie jest to już tylko i wyłącznie zaciśnięta pięść. Walka zatem trwa.

A w sieci znalazłem taki film. Trochę kiczowaty, ale naprawdę urokliwy. Prosty pomysł, a jaki efekt :)


  • RSS