podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: dialog

Podmiot Liryczny ogląda Kubusia Puchatka. Jednocześnie skacze na kanapie. W pewnym momencie ląduje niebezpiecznie blisko moich nóg.

- Po pierwsze prawie wpadłeś mi na nogi – mówię.
- A po drugie prosiłem przecież, żebyś nie skakał po kanapie.

Chwila ciszy. PL patrzy na mnie i mówi.

- A po trzecie?

Godzina ok. 5. Matka PL wraca z kolejnej sesji karmienia.
- Czuję się jak Jason Bourne – rzuciła w przestrzeń.
(zaczęły mi przez głowę przelatywać różne myśli, dlatego jednak postanowiłem zareagować)
- Bo? – zapytałem.
- Jego też pozbawiali snu.
- Ale zobacz, jak go dobrze wyszkolili – chciałem jednak jakąś nutę optymizmu znaleźć w tej sytuacji.

- I on wszedł do tej sali szpitalnej, tam by złodziej, walnął go w głowę i Rysio umarł… Ale wyraził zgodę na pobranie organów – streściłem Matce PL najważniejsze wydarzenie kulturalne dekady.
- A kto chciałby organy od Rysia? – zafrapowała się małżonka.
Podmiot Liryczny ten moment przespał. Ale kiedyś mu opowiemy.
Kurtyna

Dzien 63/2

3 komentarzy

Podróżujemy. Samochodem. Na razie na dystanse niewielkie i na krótko. Wydaje się, że Podmiot Liryczny odziedziczył uwielbienie do czterośladów po mamie. Wszak jeszcze na dzień przed porodem Matka PL pojechała zatankować do pełna, bo przecież z nowym rokiem będą podwyżki. Jeszcze w erze brzucha pokonywał dystanse spore na fotelu kierowcy, a teraz jeszcze pije matczyne mleko – a wiadomo, z mlekiem matki… Ja dzięki temu mogę się poczuć jak minister ważny jakiś, albo inny wiajpi, bo małżonka dla bezpieczeństwa i własnego spokoju usadza mnie czasami na tylnej kanapie, żebym pilnował co się dzieje z Podmiotem Lirycznym, kiedy ona nań spojrzeć nie może. Chyba trzeba wymyślić jakiś bonusowy system lusterek, żeby mogła obserwować nieustannie.

W ramach kompletowania na szybko kuchennego wyposażenia (oraz w ramach budowania opozycji do niezdrowej przecież mikrofalówki) młode małżeństwo dorobiło się dziś parowara (właśnie… jaki staż sprawia, że jest się już małżeństwem starym? albo starym dobrym?). Od dawna mi po głowie chodził ów parowar, a przyjście na świat Podmiotu Lirycznego i związane z tym mniej lub bardziej uzasadnione potrzeby zdrowego żywienia dały nam odpowiedni pretekst. Ja dokupiłem do tego wreszcie nowe spodnie (zakup planowany od dawna) oraz czapę zimową z futrem, uszami w kratę szkocką (zakup jak najbardziej impulsowy).

W toalecie centrum zasłyszałem dialog następujący pomiędzy tatą a jego synem (młodym jeszcze):
- Tu nie sikamy, bo to za wysoko – powiedział tato.
- Ale tato, ja dosięgnę! – zawołał powodowany wewnętrznym głosem ambicji syn.
- Nie dosiegniesz… – powiedział lekko zrezygnowany tato, rzucił na mnie okiem i zaciągnął syna do kabiny.
Kurtyna

Od marudzenia do uspokojenia. I tak w koło Macieju. Cały dzień. Temperatura na zewnątrz dziś trochę wyższa i Podmiot Liryczny mógł wyjść na chwilę na spacer. Ja dzięki temu otrzymałem w prezencie ciastka do kawy. Wcześniej małżonka dostała w prezencie fioletowy tulipany, które upolowałem w moim tradycyjnym niedzielnym ataku na różności w sklepach dyskontowych.

Bawimy się. Odrobinę. Pomaga w tym kolorowa piłka z dzwoneczkiem, którą MPL przywlokła wczoraj z zakupów jako efekt uboczny. PL zauważa ją, obserwuje z zainteresowaniem i wodzi za nią wzrokiem, przy okazji czyniąc nieśmiałe próby wykonania uśmiechu. Przyjemnie patrzy się, jak go to na swój sposób emocjonuje – oddech lekko przyspiesza, oczy się szerzej otwierają, czyni jakieś dziwne miny, a jak tato turlającą się piłką przejedzie po głowie, to już w ogóle – szaleństwo… Do czasu oczywiście, bo wszystko co dobre szybko się nudzi. Zaczyna się marszczenie, przechodzące w płacz, przechodzący w mocny płacz… Wykorzystujemy te zabawę, bo lekko niepokoi nas jego przyzwyczajenie do jednej strony ułożenia głowy. Musimy po prostu dbać o większą różnorodność pozycji – raz karmić z tej, raz z drugiej, raz kłaść z jednej, raz z drugiej strony łóżka.

Z serii wczesno-rodzinnych dialogów:
- Czas na kawę – mówi OPL.
- Czas ściągnąć mleko – mówi MPL.

Dzień 55

3 komentarzy

(godzina 5.30, Podmiot Liryczny przebudza się, Matka śpi, ja idę, smok wystarczył na chwilę. Wróciłem. Ćwierćprzytomna MPL pyta )

- I co, chciał jeść?
- Nie, chciał grać w karty, ale powiedziałem mu, że jest jeszcze za wcześnie.
(chwila ciszy, trwa przetwarzanie)
- To dobrze mu powiedziałeś.


  • RSS