Wybraliśmy się na chwilę do dziadków. Po kilku miesiącach. Podmiot Liryczny przejął dom we władanie, czyniąc sobie z babci i dziadka swoich podwładnych. Dostał mnóstwo dziwnych prezentów (na szczęście część mogliśmy zostawić tam, a nie wszystkie były grająco-jeżdżące), z których najfajniejszy jest mały laptop z edukacyjnymi zabawami po angielsku. Dzięki zabawom PL podłapuje co raz to nowe zwroty po angielsku i zaczyna nam powoli zaczynać jakaś normalna językowa interakcja. Dziadkowie nawet przywieźli jedną Świnkę Peppę po angielsku.

O dziwo – PL był grzeczny, super zjadał wszystkie posiłki, generalnie – cud wnuk. A najfajniejsze w tym wszystkim było to, że do dziadków podchodzi dość asertywnie i nie daje się podejść. Woła z góry mamę: – Mamo. Babcia odpowiada: – Słucham. Woła: – Mamo. Babcia: – Słucham. PL: Wołam mamę, nie ciebie.

Poza tym wysłuchaliśmy mnóstwa fantastycznych rodzinnych opowieści, Dziadek PL wykonał likier jajeczno-kawowy prima sort, a w kominku u dziadków po prostu można się zakochać.