podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: dziecko

Pan Wojtek przespał dziś całą noc. Nie byłoby w tym nic oszałamiającego, gdyby nie to, że była to druga przespana w całości noc w jego życiu. Matka PL, która obudziła się rano, była w szoku. A PL? Po porannym pierwszym przebudzeniu dostał pić i… poszedł spać dalej. To be continued – mamy nadzieję.

Podmiot Liryczny zaczyna słyszeć muzykę i przy okazji zaczyna tańczyć. Taniec na razie oznacza kiwanie się tułowiem i machanie rękami – niekoniecznie w pozycji stojące, może być siedzącej – ale bez wątpienia są to chaotyczne ruch do muzyki, bowiem jasno i wyraźnie domaga się uruchomienia radia. Cisza nie sprzyja tańcom.

Matka PL raportowała, że piesza podróż relacji żłobek-dom trwała mniej więcej 50 minut. Przyczyna tego dość sporego czasu (to mniej więcej kilometr spaceru) była bardzo prozaiczna. W jednym ręku PL dzierżył małą wieżę z mniej więcej 10 klocków, która co jakiś czas się rozpadała i trzeba było wszystko poskładać do kupy. Żeby tego było mało, w drugim ręku znajdował się kręcący głową hipopotam na pałąku, którego pcha się przed sobą. Dzięki temu wysiłkowi dziecko poszło spać znacznie wcześniej niż zwykle, co może być dla rodziców pewną interesującą wskazówką.

W żłobku zrobiono pierwsze zdjęcie grupowe z udziałem Podmiotu Lirycznego. Siedzi z boku na kolanach pani i na szczęście ma zamkniętą buzię. Większość dzieci nie ma, co wygląda przedziwnie. Powstał też kolejny portret, który po raz kolejny pokazuje nieco przestraszonego dziwną sytuacją chłopca.

Przeglądam sobie blogi, strony dotyczące „świadomego” macierzyństwa, tudzież ojcostwa, wychowywania w czułości i z ukierunkowaniem na dziecko, stron poświęconych rodzicielstwu i tak sobie myślę, że sporo jest w nich jakiejś takiej napinki na Jedyne Słuszne Rozwiązania… Nawet nasza szkoła rodzenia nie była pozbawiona tych słuszności. Pamiętam jak wyszłam stamtąd lekko podłamana, bo usłyszałam, że cesarka sprawi, że oddalę się od dziecka. A ja przecież na prawdę NIE MIAŁAM WYBORU…

Jedyne Słuszne Rozwiązania podawane są na temat od przebiegu ciąży, porodu, powitania na świecie, po początki macierzyństwa, żywienie, pieluchy, pranie itp. Wiem, że to ja decyduję o tym, co wybiorę i kogo posłucham, ale mam nieodparte wrażenie, że młode matki (i ojcowie) są niemal zalewani, bombardowani informacjami, jak POWINNO wyglądać macierzyństwo (ojcostwo). Jeśli poród, to jedynie naturalny. Jeśli nie ma powitania na brzuchu – to już przerąbane – zatraciłaś kontakt z dzieckiem. Jeśli nie karmisz piersią – dramat – nie zrozumiesz własnego dziecka, bo nie jesteś z nim w KONTAKCIE. Używasz pieluch jednorazowych? Dramat – zaśmiecasz środowisko. Marchew? Tylko ekologiczna. Smoczek? A skąd! Zajęcia edukacyjne już zacząć powinnaś od poczęcia, by twoje dziecko nawijało w wieku dwóch miesięcy gugugu po chińsku… I tak dalej i tak dalej. Staram się zrównoważyć te wszystkie informacje, ale wydaje mi się, że świat się jakoś zrobił dzieciocentryczny. Te wszystkie gazety, poradniki, strony internetowe, programy w telewizji itp. Moja mama ani babcia czegoś takiego nie pamiętają. Nie sądzę, aby w lot spełniały każde życzenie dzieci i wnuków, albo zamartwiały się nad jego rozwojem psychomotorycznym. Nie myślę tu o zamknięciu się na dziecko i ignorowaniu jego potrzeb, kocham moje dziecko miłością ogromną. Mam na myśli raczej zdroworozsądkowe podejście do dziecka, które nie jest królem na złotym tronie i nie powinno być moim zdaniem traktowane jak ósmy cud świata.

Może przesadzam? Nie wiem, ale jakoś mi brakuje takiego zwykłego podejścia. Bez napinki…

Okazuje się, że Podmiot Liryczny zasypia przy dźwiękach odkurzacza. Marudził dziś Matce PL, a przecież kurzowe koty same się nie pozbierają. Nie są to żywe koty tresowane. Podjęła ona zatem bohaterską decyzję pozostawienia syna marudzącego samemu sobie na chwilę i zabrania się za wojnę z brudem, czy też walkę o czystość. Włączyła odkurzacz. Podmiot Liryczny zareagował na to, zasypiając niemal natychmiast. Chyba oznacza to, że w domu będzie baaardzo czysto. Przynajmniej w pokoju dziecięcym. W sumie zawsze można zostawić włączony odkurzacz w pokoju. Będą z nawilżaczem tworzyć ładną parę.

Dzien 52/2

6 komentarzy

No nie mogę. Samochód, mimo strasznego mrozu, zapalił. Matka PL postanowiła pojechać wymienić akumulator, a przy okazji zrobić zakupy. Oznacza to jednak, że musiała zostawić mnie i Podmiot Liryczny samych. Od momentu wyjścia dzwoniła już cztery razy, co się dzieje, czy może jechać do sklepu, a czy na pewno może jechać do sklepu i co on właściwie robi. Rzecz w tym, że on na razie za wiele robić nie może i zarówno jego, jak i moje możliwości są ograniczone. Jeść dałem, uspokoiłem i pilnuje, żeby jednak spał. Czekam na kolejny telefon ze sklepu. Byłoby zabawnie, gdybym powiedział, że coś się dzieje, a MPL zostawiła wózek wśród półek i pędem ruszyła przed siebie. Potrafię to sobie nawet wyobrazić, choć oczywiście tego nie zrobię.

MPL wyczytała gdzieś, że dobrze jest, aby PL zasypiał mając w pobliżu głowy pieluchę. Nie wiem do końca o co chodzi, czy to zapach, czy po prostu ma lubić, jak coś jest przy głowie. Niemniej jednak przy tej okazji zdarza się czasem tak, że ręce, których jeszcze szkrab kontrolować do końca nie potrafi, zamieniają się w małe  turbiny, czy też śmigła, zgarniając pieluchę prosto na głowę i twarz. Częstotliwość ruchów się zwiększa, czemu towarzyszy okrutny krzyk. A to tylko miła w dotyku pielucha. I jest to na swój sposób zabawne.

Było dziś USG stawów – udane i przespane w całości. Podobnież PL zrobił furorę w chuście taką, że się zleciało pół ośrodka, żeby podziwiać taki ewenement.

Dzień 51

Brak komentarzy

Porobiło się trochę. Wczoraj wieczorem temperatura lekko podwyższona. Co prawda piszą, że 37 stopni nie jest problemem u maluchów, a raczej norma, ale ponieważ generalnie Podmiot Liryczny temperaturę miał zwyczajowo niższą, to wolimy chuchać – nomen omen – na zimne. Potem spadło, dziś rano znów lekko podrosło. Mimo, że nie są to wartości niepokojące, to wygląda jednak, że jakaś walka wewnętrzna się odbywa. Ja w dodatku czuję, że mrozy nie służą mi do końca, a MPL też narzeka na gardło. (głos wewnętrzny mówi mi – „no i co? przecież zima jest?).

Ma to swoje dobre strony, bo możemy trochę odizolować matkę/teściową, która w innej lokalizacji może gotować nam tyle przysmaków, ile dusza zapragnie. Przynajmniej MPL będzie żyła troszkę spokojniej. Ma to też strony gorsze, gdyż a) nie wybiorę się na narty, bo zimnica straszna i krótki wyjazd nie miałby nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, b) martwienie się ogólnie przyjemnie nie jest, jeszcze mniej przyjemne patrzenie jest, jak martwi się małżonka, a ona z przyczyn obiektywno-subiektywnych martwi się bardziej. Choć wygląda na to, że powodów do zmartwienia nie ma, a cała sytuacja jest opanowana całkowicie. Oby, oby.


  • RSS