podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: fotelik

Podmiot Liryczny to dziecko, które cieszy się do kiełbasy. To jeden z przysmaków. Niedawno znajoma przywiozła nam ze wsi sporo cudnej, aromatycznej kiełbasy i kiedy tylko PL zwietrzy, że jest ona krojona, natychmiast wszczyna alarm. Tak było też dziś. Matka PL zaczęła robić jajecznicę, ale mniej więcej połowa kiełbasy nie trafiła na patelnię. Trzeba uważać. Zresztą podobnie jest z kiszonymi ogórkami.

Pojechaliśmy dziś na małe zakupy. Małżonka przestawiła fotelik PL zza fotela kierowcy (czyli zza swojego fotela) na środek. PL ma teraz zupełnię inną perspektywę pasażerską. Dziś siedział zafascynowany tym, że widzi znacznie więcej ciekawych rzeczy. A potem zasnął. Zobaczymy, czy takie samochodowe przemeblowanie podziała. Podróż generalnie należy do rzeczy ulubionych i PL znosi je całkiem nieźle, a teraz może będzie jeszcze lepiej. W perspektywie czekającej nas podróży wakacyjnej to dobry sygnał.

PL nie znosi dobrze domowej rozłąki z matką. Ostatnio przechodzi fazę dużej bliskości. Ale jeśli chodzi o rozłąkę, to trageia trwa mniej więcej 5 minut. Matka PL musiała wyjść dziś załatwić kilka rzeczy i opieką zająłem się ja. Jeszcze przed wyjściem była tragedia, płacz i łzy. Matka PL wychodziła z duszą na ramieniu. Następnie mamy fazy płaczu cichszego, krótkiego łkania, nostalgicznego bezruchu, dostrzeżenia zabawek, nieśmiałych prób kontaktu z zabawkami, a po 10 minutach matka pozostaje już tylko wspomnieniem. Pobyt w domu z tatą ma swoje zalety, bo z jednej strony nadzoru jest trochę mniej, a z drugiej strony tata też lubi sobie czasami poszaleć :). Bez wchodzenia w szczegóły.

Z innych frontów:

Głodny Benio został dziś butalnie zerwany ze ściany. Kawałki papieru dołączyły do bałaganu.
Skóra nadal dziwnie papierowo-szorstka. Podejrzewane są jajka lub biała bułka.
Apetyt chyba wrócił na dobre. Łosoś, groszek i makaron zostały pochłonięte w całości bez wyrzucania czegokolwiek na ziemię.
Ojciec z założonymi na głowę spodniami PL jest zabawny. Zabawne też jest zrzucanie fafy z głowy. Wielokrotne.
PL na wieżę budowaną z klocków próbuje dodawać inne elementy – nakrętkę od słoika, klocki z innego kompletu. Czasami wychodzi, a czasami nie :).

Rozrywki dostarcza nam teraz nasz samochód. W środę po raz drugi odmówił MPL posłuszeństwa, kiedy odwodziła syna do żłobka. Na dość ruchliwym skrzyżowaniu. Po kilku minutach ktoś uprzejmy pomógł jej go zepchnąć na bok. Ja w tym czasie wsiadałem do autobusu i opuszczałem rodzinne gniazdo na całe trzy dni, co jeszcze spotęgowało emocje u drugiej połowy.

Zatem laweta. Jeden mechanik – nic nie znalazł. Samochód jedzie do ASO. Trzeba odwoływać montaż szafy w pokoju dziecięcym, a do tego jeszcze w środku dnia wizyta PL u neurologa. Trwa walka z ubezpieczycielem o samochód zastępczy. Trzeba dowieźć dokumenty do warsztatu, bo nie mogą znaleźć niczego i trzeba samochód trochę potestować. Pojawiają się jakieś prognozy, że to może być coś poważniejszego, co oczywiście będzie kosztować baaardzo dużo. No i do tego wszystkiego ogólne nerwy i stres, bo przecież ona jest z tym wszystkim sama z dzieckiem. Gdyby nie pomoc kolegów z pracy, byłoby naprawdę krucho.

W końcu jakieś dobre wieści. Samochód zastępczy w końcu dowieźli, a z warsztatu w piątek przyszły optymistyczne dobre – podobno jakiś czujnik ciśnienia paliwa. Drobiazg. Niecałe 400 złotych. Ulga. W piątek wróciłem do domu, humory już nieco lepsze. Sobota zaczynała się urokliwie i miał to być naprawdę miły dzień ze względu na ślub koleżanki. Zatem rano odwieźliśmy samochód zastępczy, odebraliśmy nasz z warsztatu. Wróciliśmy do domu. Bez problemu. MPL założyła granatową sukienkę, a ja wyciągnąłem z szafy krawat w owieczki. Łóżeczko spakowane, torba Podmiotu Lirycznego pełna. Możemy ruszać. Jedziemy. Do ślubu niecała godzina. Kilkanaście kilometrów od domu samochód stoi…

Odpalił w końcu, ale nie mieliśmy już odwagi jechać dalej. Do tego wszystkiego wieczorem mieliśmy przywieźć na wesele kolegę z lotniska, co oczywiście też się nie udało. Jak pech, to pech. Nie dane nam było bawić się na pierwszym wspólnym weselu.

Rzec można – zdarza się. Poradzimy sobie, samochód się naprawi i w kategoriach wydarzeń traumatycznych nie jest to zdarzenie z pierwszej ligi. Nikomu nic się nie stało. Złośliwość rzeczy martwych. Ale…

Jedna rzecz optymistyczna. Podczas pechowej podróży zadebiutował fotelik samochodowy dla PL. Koniec z jazdą tyłem, wreszcie można wyglądać przez okna i podróż staje się przyjemniejsza dla wszystkich jej uczestników. Gdyby jeszcze słońce tak nie dawało po oczach :).


  • RSS