Teraz oczywiście możemy się z tego śmiać, ale sytuacja wczoraj wieczorem nie należała do najprzyjemniejszych. Krew w stolcu, zatem najpierw wieczorny dyżur w przychodni i natychmiastowe skierowanie na SOR. Na szczęście chirurg dziecięca przyszła bardzo szybko – było bowiem podejrzenie, że to krwawienie z układu pokarmowego. Skończyło się na strachu, bo okazało się, że to nic poważnego – ot, standardowe pęknięcie jakieś tkanki.

Ale. Ostatnio, przy okazji naszej batalii kurzajkowej, Matka PL często używała argumentu: „bo pojedziemy do szpitala i pan doktor wytnie ci krostkę”. Zatem Podmiot Liryczny jest już w gabinecie, przychodzi pani doktor, zaczyna się badanie. I nagle PL mówi:

- Mamo, ale nie powiemy pani doktor o krostce.
Cisza. W końcu odezwała się pani doktor:
- Ja nic nie słyszałam.

No i nie powiedzieliśmy.
Podmiot Liryczny był bardzo zadowolony z wieczornej wycieczki do szpitala. – Fajnie było na tej wycieczce – powiedział. Jakże inne są perspektywy 4-latka.

- I oczywiście skończyła się ta piosenka – powiedział PL, kiedy skończyła się w samochodzie kolejna z piosenek puszczanych z odtwarzacza.