podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: łazienka

Przezabawne są próby Podmiotu Lirycznego komunikowania się ze swoimi rodzicami. A takowe następują częściej i częściej. Na razie raczej operuje językiem ciała i różnymi odgłosami, choć czasami stara się kilkoma znanymi słowami (kaczka, piesek, ryba, książka, tata i mama) opowiedzieć jakąś historię. Wiadomo jednak, że kiedy PL siedzi pod zamkniętymi drzwiami łazienki, popycha je rękami, patrzy wymownie i wzdycha, to bardzo chciałby, aby łazienkę (ulubione i najbardziej fascynujące pomieszczenie) mu udostępnić.

PL zorientował się także dokładnie, gdzie są jego bezglutenowe ciastka. Zatem, kiedy na ciastko przychodzi ochota, podchodzi do kredensu, stara się otworzyć drzwi i nawołuje.

Pocieszne jest także to, jak czasami frustruje się, bo chce coś powiedzieć, ale nie wie jak. Mnóstwo słów ma w głowie, ale jeszcze nie na języku.

Powrót po trzech i pół dniach do domu po konferencji i uśmiech na twarzy syna, który widzi tatę wchodzącego do domu – bezcenne. Brzmi jak reklamowy slogan, ale rzeczywiście to robi wrażenie. Jego świat jest już jakoś definiowalny i namacalny. Są w nim stałe i rozpoznawalne elementy. Miło być jednym z nich.

Mamy taki zwyczaj, że kiedy MPL wynosi PL z łazienki po kąpieli, to jeszcze robimy sobie krótkie pa-pa-pa. Ja mam szansę umyć głowę np, a PL zaczyna przygotowanie do spania. Małżonka mówiła, że kiedy nie było mnie w domu i wannę z tatą zastąpić musiała miska pod prysznicem, to i tak po kąpieli Podmiot Liryczny odwracał się w kierunku pustej wanny.

I o echu jeszcze. PL odkrywa przestrzenie akustyczne. Upodobał sobie klatkę schodową, gdzie głos pięknie się roznosi. Do tej pory na klatce słychać było tylko psa sąsiadów, którzy każde swoje wyjście na spacer anonsuje kilkoma szczeknięciami. Teraz do tego dochodzi Podmiot Liryczny, który po prostu z przyjemnością sobie krzyczy, bo ten głos brzmi trochę inaczej. I nie da się tego powstrzymać nijak :).

- Napisz, że są problemy z piersią, że jestem zmęczona, że są postępy w rehabilitacji – tak na pytanie o tym, co mam napisać, odpowiedziała Matka PL z laktatorem przy piersi. Ona czasu na pisanie ostatnio ma mniej, a ja jakoś staram się od komputera trochę się odrywać częściej nieco (choć oczywiście małżonka twierdzi, że to już uzależnienie… pewnie trochę tak, ale wolę takie niż inne gorsze), dlatego piszę nieco rzadziej oraz – co gorsze – czytam inne blogi rzadziej także.

Rzeczywiście – są małe problemy z piersią i zatorami, co wpływa na samopoczucie Matki PL. Zwłaszcza nocne samopoczucie. Na razie pomagał termofor, ciepły prysznic, a także (o dziwo) spojrzenie PL, a dziś chyba także rady doradczyni laktacyjnej. Okazuje się bowiem, że być może nocne problemy wynikają ze zbyt dużego ucisku i zbyt rzadkiego ściągania pokarmu nocą właśnie. Oby się poprawiło…

Rzeczywiście małżonka jest zmęczona. Nocne wstawanie po prostu daje się we znaki. Chyba nie da się z tym zrobić wiele. Wszystko przejdzie, kiedy Podmiot Liryczny zacznie przesypiać noce lepiej. W tym celu (a także dla tego, że jakoś straszliwie on duży) małżonka wprowadziła rumiankową herbatkę do jadłospisu, coby w nocy stosować, kiedy raczej dziecku pić się chce, a nie jeść. Czy to poskutkuje choć trochę – okaże się… Ja też jestem zmęczony, ale to zmęczenie inne zupełnie. Trochę się jeszcze zatoki dają we znaki, dlatego na razie łażę w czapce nawet w pięknym słońcu. Zmieniłem tylko czapkę na bardziej odlotową :)

Rzeczywiście są postępy. Widzimy, jak wszystko się normuje. Ile radości maluje się na twarzach obojga rodziców, kiedy Podmiot Liryczny zaczyna sięgać rączkami w dal i powoli łapac obiekty, co do tej pory mu nie wychodziło najlepiej, kiedy widać, że napięcie jest mniejsze, że główka się mniej przekrzywia, a także, że bezglutenowe i bezmleczne męczarnie matki (spróbowałem bezglutenowego chleba – suchy wiór w ustach) przynoszą efekty. I też ta radość, kiedy okazuje się, że wynik badania USG głowy to „w normie”. Są postępy. Podmiot Liryczny rośnie, się domaga różnych rzeczy, a my ciągniemy tę zabawę dalej.

Ot, proza życia.

Do tego spacery już niemal codzienne – mamy taką fajną trasę na mniej więcej 5 kilometrów. No i czeka nas bardziej lub mniej intensywny remont łazienki. Będzie się działo!


  • RSS