podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: mleko

Wieczorna sytuacja. Ja zaczynam umierać ze względu na okrutny ból głowy. Przed kolacją już było niedobrze, a przed kąpielą było tragicznie. Matka PL powiedziała, że wykąpie syna, a ja mam iść się położyć. Tabletki wziąłem, przykryłem się kocem, poduszka na głowę i leżę. Nagle słyszę dramatycznie nawoływania z łazienki. Zwlekłem się z łóżka, idę… Bateria w prysznicu się zepsuła. Nie dało się zakręcić wody. Zakręciliśmy zatem wodę w domu. Ja do łóżka, a małżonka położyła Podmiot Liryczny i ruszyła po nową baterię, którą potem szybko i sprawnie wymieniła. Nie na darmo ma breloczek „najlepsza żona na świecie”. A na koniec dostałem na głowę termofor opakowany w opakowanie z pluszowej świnki.

Choroba nie przeszła do końca, zatem Matka PL dostała jeszcze dodatkowy tydzień wyroku. Podmiot Liryczny korzysta z niemal ciągłej obecności rodzicielki pełnymi garściami. Kiedy proponuje mu się, że to tata przeczyta z nim książeczkę, albo tata zrobi coś, on przeważnie mówi: „mama” i rzadko daje się przekonać.

Co ciekawe w jego mniemaniu większość domowych obiektów należy do taty. Odkurzacz: „tata”, sok pomarańczowy: „tata”, mleko zagęszczone: „tata”…

Mamy problem. Nocny problem. Podmiot Liryczny w nocy domaga się mleka z butelki. I to domaga się bardzo głośno. Matka PL próbuje wydać wojnę mlekowemu nałogowi, bo kto to widział, żeby w środku nocy… Mleko… A jak już PL dorwie się do butelki, to ciągnie jak oszalały. Dziś w nocy ok. trzeciej obudził nas dziki ryk! W końcu po kilku minutach chyba małżonka się złamała i PL dostał jakieś resztki z butelki. Z mojego stanu nieprzytomności pamiętam jednak, że płacz powrócił i nie jestem pewien, czy nie zakończyło się pełną kapitulacją. A dziecko przecież w nocy ma spać?

Czy ktoś ma jakiś sposób na odwyk mlekowy? Dawać jakieś rozcieńczone? Uzbroić się w tarczę żelaznej asertywności i ryki przez jakiś czas przetrzymać? A może po prostu dać sobie spokój i nocnego smoka mlekopija po prostu mlekiem raczyć?

- Napisz, że są problemy z piersią, że jestem zmęczona, że są postępy w rehabilitacji – tak na pytanie o tym, co mam napisać, odpowiedziała Matka PL z laktatorem przy piersi. Ona czasu na pisanie ostatnio ma mniej, a ja jakoś staram się od komputera trochę się odrywać częściej nieco (choć oczywiście małżonka twierdzi, że to już uzależnienie… pewnie trochę tak, ale wolę takie niż inne gorsze), dlatego piszę nieco rzadziej oraz – co gorsze – czytam inne blogi rzadziej także.

Rzeczywiście – są małe problemy z piersią i zatorami, co wpływa na samopoczucie Matki PL. Zwłaszcza nocne samopoczucie. Na razie pomagał termofor, ciepły prysznic, a także (o dziwo) spojrzenie PL, a dziś chyba także rady doradczyni laktacyjnej. Okazuje się bowiem, że być może nocne problemy wynikają ze zbyt dużego ucisku i zbyt rzadkiego ściągania pokarmu nocą właśnie. Oby się poprawiło…

Rzeczywiście małżonka jest zmęczona. Nocne wstawanie po prostu daje się we znaki. Chyba nie da się z tym zrobić wiele. Wszystko przejdzie, kiedy Podmiot Liryczny zacznie przesypiać noce lepiej. W tym celu (a także dla tego, że jakoś straszliwie on duży) małżonka wprowadziła rumiankową herbatkę do jadłospisu, coby w nocy stosować, kiedy raczej dziecku pić się chce, a nie jeść. Czy to poskutkuje choć trochę – okaże się… Ja też jestem zmęczony, ale to zmęczenie inne zupełnie. Trochę się jeszcze zatoki dają we znaki, dlatego na razie łażę w czapce nawet w pięknym słońcu. Zmieniłem tylko czapkę na bardziej odlotową :)

Rzeczywiście są postępy. Widzimy, jak wszystko się normuje. Ile radości maluje się na twarzach obojga rodziców, kiedy Podmiot Liryczny zaczyna sięgać rączkami w dal i powoli łapac obiekty, co do tej pory mu nie wychodziło najlepiej, kiedy widać, że napięcie jest mniejsze, że główka się mniej przekrzywia, a także, że bezglutenowe i bezmleczne męczarnie matki (spróbowałem bezglutenowego chleba – suchy wiór w ustach) przynoszą efekty. I też ta radość, kiedy okazuje się, że wynik badania USG głowy to „w normie”. Są postępy. Podmiot Liryczny rośnie, się domaga różnych rzeczy, a my ciągniemy tę zabawę dalej.

Ot, proza życia.

Do tego spacery już niemal codzienne – mamy taką fajną trasę na mniej więcej 5 kilometrów. No i czeka nas bardziej lub mniej intensywny remont łazienki. Będzie się działo!

Teraz już mogę potwierdzić. Do tej pory o uśmiechach Podmiotu Lirycznego słyszałem wyłącznie od jego matki. Że są, że jak się naje, że coraz częściej, że słodkie, że, że, że… Stało się to niemal mitologiczną opowieścią, jakąś bajkową dekoracją. Ale jak przyszło co do czego i biegłem do pokoju, żeby zobaczyć, to PL stawał okoniem i przyjmował minę neutralną. Ojcu uśmiechy się nie należały po prostu.

A dziś – wracam z zakupów, młody nakarmiony leży w ramionach matki i uśmiecha się. Żeby tylko. Dostrzegł ojca, spojrzał, i także się uśmiechnął. Żeby tylko. Matka w ramach relaksu wybiegła do fryzjera, Podmiot Liryczny na leżaku został z tatą sam na sam i też się uśmiecha. Zatem mit stał się rzeczywistością.

Matka PL trochę jest podziębiona. Karmi zatem owinięta pieluchą i wygląda jak ninja. To bardzo dziwi jej syna, który w postaci, która daje mu mleko i twarz ma zasłoniętą białą „ścierą”, stara się rozpoznać własną matkę. Fajny jest ten jego zdziwiony i zaskoczony wyraz twarzy. Dziwią go też okulary matki, a także to, że czasami mleko podaje mu tata – bo tata z mlekiem się raczej nie kojarzy.


  • RSS