No nie mogę. Samochód, mimo strasznego mrozu, zapalił. Matka PL postanowiła pojechać wymienić akumulator, a przy okazji zrobić zakupy. Oznacza to jednak, że musiała zostawić mnie i Podmiot Liryczny samych. Od momentu wyjścia dzwoniła już cztery razy, co się dzieje, czy może jechać do sklepu, a czy na pewno może jechać do sklepu i co on właściwie robi. Rzecz w tym, że on na razie za wiele robić nie może i zarówno jego, jak i moje możliwości są ograniczone. Jeść dałem, uspokoiłem i pilnuje, żeby jednak spał. Czekam na kolejny telefon ze sklepu. Byłoby zabawnie, gdybym powiedział, że coś się dzieje, a MPL zostawiła wózek wśród półek i pędem ruszyła przed siebie. Potrafię to sobie nawet wyobrazić, choć oczywiście tego nie zrobię.

MPL wyczytała gdzieś, że dobrze jest, aby PL zasypiał mając w pobliżu głowy pieluchę. Nie wiem do końca o co chodzi, czy to zapach, czy po prostu ma lubić, jak coś jest przy głowie. Niemniej jednak przy tej okazji zdarza się czasem tak, że ręce, których jeszcze szkrab kontrolować do końca nie potrafi, zamieniają się w małe  turbiny, czy też śmigła, zgarniając pieluchę prosto na głowę i twarz. Częstotliwość ruchów się zwiększa, czemu towarzyszy okrutny krzyk. A to tylko miła w dotyku pielucha. I jest to na swój sposób zabawne.

Było dziś USG stawów – udane i przespane w całości. Podobnież PL zrobił furorę w chuście taką, że się zleciało pół ośrodka, żeby podziwiać taki ewenement.