podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: noc

Mamy problem. Nocny problem. Podmiot Liryczny w nocy domaga się mleka z butelki. I to domaga się bardzo głośno. Matka PL próbuje wydać wojnę mlekowemu nałogowi, bo kto to widział, żeby w środku nocy… Mleko… A jak już PL dorwie się do butelki, to ciągnie jak oszalały. Dziś w nocy ok. trzeciej obudził nas dziki ryk! W końcu po kilku minutach chyba małżonka się złamała i PL dostał jakieś resztki z butelki. Z mojego stanu nieprzytomności pamiętam jednak, że płacz powrócił i nie jestem pewien, czy nie zakończyło się pełną kapitulacją. A dziecko przecież w nocy ma spać?

Czy ktoś ma jakiś sposób na odwyk mlekowy? Dawać jakieś rozcieńczone? Uzbroić się w tarczę żelaznej asertywności i ryki przez jakiś czas przetrzymać? A może po prostu dać sobie spokój i nocnego smoka mlekopija po prostu mlekiem raczyć?

Najazd rodziców moich, a teściów Matki PL. Na szczęście dwudniowy. No dobra. Nie jest tak źle. Po pierwsze dlatego, że mój tato jest mistrzem w pieczeniu tortów i przywiózł prawdziwy tort kawowy z pysznym biszkoptem nasączonym alkoholem, kremem i tak dalej. Po prostu kaloryczne piękno. Była też kolejna pierwsza świeczka dla Podmiotu Lirycznego (on znów jadł chrupki i biszkopty oczywiście – gluten). A przy okazji jest kilka osób więcej do zajmowania uwagi PL, co on wydaje się doceniać. Nie za bardzo narzeka, kiedy babcia trochę przeszkadza w jemu znanych zabawach. Wydaje się, że babcia kupiona. Mniej więcej.

W dodatku jutro dziadkowie mają kupić prezent urodzinowy. Na szczęście wybierać będą rodzice. Uff. Pas startowy z kierowanym samolotem i dźwiękami będącymi w stanie doprowadzić do szału człowieka głuchego, udało nam się oddać w dobre ręce.

Trwają próby rozszerzenia menu śniadaniowo-kolacyjnego. PL doszedł do wniosku, że kaszka i rzeczy kaszkopodobne po prostu mu nie smakują. Kręci głową jak śmigiełko. Dziś Matka PL spróbowała rano zrobić z kaszki placki z jabłkami i spotkało się z to z sukcesem połowicznym. Ale przecież dziecko nie może jeść cały czas jajek (uwielbia) oraz parówek z 96 % szynki (też uwielbia). Jakieś urozmaicenie być musi. Zobaczymy, czy zasmakuje mu chleb z mąki kukurydzianej. Gdyby ktoś kojarzył jakieś ciekawe przepisy na tego typu dania dla bezglutenowo-bezlaktozowego dziecka, to bardzo prosimy!

Aha… Po wczorajszej nocnej jeździe bez trzymanki, dziś rano rodzice usłyszeli dobiegający z pokoju monolog. Spojrzeli na zegarek. I była 7:20. Przeprosiny przyjęte. Prosimy o więcej.

- Napisz, że są problemy z piersią, że jestem zmęczona, że są postępy w rehabilitacji – tak na pytanie o tym, co mam napisać, odpowiedziała Matka PL z laktatorem przy piersi. Ona czasu na pisanie ostatnio ma mniej, a ja jakoś staram się od komputera trochę się odrywać częściej nieco (choć oczywiście małżonka twierdzi, że to już uzależnienie… pewnie trochę tak, ale wolę takie niż inne gorsze), dlatego piszę nieco rzadziej oraz – co gorsze – czytam inne blogi rzadziej także.

Rzeczywiście – są małe problemy z piersią i zatorami, co wpływa na samopoczucie Matki PL. Zwłaszcza nocne samopoczucie. Na razie pomagał termofor, ciepły prysznic, a także (o dziwo) spojrzenie PL, a dziś chyba także rady doradczyni laktacyjnej. Okazuje się bowiem, że być może nocne problemy wynikają ze zbyt dużego ucisku i zbyt rzadkiego ściągania pokarmu nocą właśnie. Oby się poprawiło…

Rzeczywiście małżonka jest zmęczona. Nocne wstawanie po prostu daje się we znaki. Chyba nie da się z tym zrobić wiele. Wszystko przejdzie, kiedy Podmiot Liryczny zacznie przesypiać noce lepiej. W tym celu (a także dla tego, że jakoś straszliwie on duży) małżonka wprowadziła rumiankową herbatkę do jadłospisu, coby w nocy stosować, kiedy raczej dziecku pić się chce, a nie jeść. Czy to poskutkuje choć trochę – okaże się… Ja też jestem zmęczony, ale to zmęczenie inne zupełnie. Trochę się jeszcze zatoki dają we znaki, dlatego na razie łażę w czapce nawet w pięknym słońcu. Zmieniłem tylko czapkę na bardziej odlotową :)

Rzeczywiście są postępy. Widzimy, jak wszystko się normuje. Ile radości maluje się na twarzach obojga rodziców, kiedy Podmiot Liryczny zaczyna sięgać rączkami w dal i powoli łapac obiekty, co do tej pory mu nie wychodziło najlepiej, kiedy widać, że napięcie jest mniejsze, że główka się mniej przekrzywia, a także, że bezglutenowe i bezmleczne męczarnie matki (spróbowałem bezglutenowego chleba – suchy wiór w ustach) przynoszą efekty. I też ta radość, kiedy okazuje się, że wynik badania USG głowy to „w normie”. Są postępy. Podmiot Liryczny rośnie, się domaga różnych rzeczy, a my ciągniemy tę zabawę dalej.

Ot, proza życia.

Do tego spacery już niemal codzienne – mamy taką fajną trasę na mniej więcej 5 kilometrów. No i czeka nas bardziej lub mniej intensywny remont łazienki. Będzie się działo!

Dzień 48

Brak komentarzy

Noc. Zegarek pokazuje 3:25. Dzięki Podmiotowi Lirycznemu odkrywam także i tę porę istnienia świata, jeszcze niedawno tak skutecznie omijaną. Ale nie narzekam. Funkcjonuje się na zupełnie innych zasadach i innym tempie. Jest mróz. Daje się to też odczuć we wnętrzu trochę. MPL podjęła chwilową walkę o ciepło syna i spróbowała przykryć małego po brodę, bo przecież jeżeli nam chłodniej, to jemu chłodniej też (teoretycznie rozumowanie logiczne). Walka to jednak z wiatrakami. Ręce muszą być na wierzchu.

Nocna zasada jest taka – jak chrapię, idę do drugiego pokoju. Z własnej nieprzymuszonej woli. Nie ma sensu dokładać jeszcze cegiełkę do niewyspania żony. Ona i tak ma w nocy do roboty więcej, bo jej radar ma ustawiony znacznie wyższy poziom czułości niż mój.No, ale też jeżeli śpię w drugim pokoju, to ona już mnie nie obudzi tym nieszczęśliwym: „No nie chrap…”, albo „Chrapiesz…”. Dzięki temu i ja mogę pospać trochę dłużej. Jak to mówią w krajach anglosaskich: sytuacja win-win. Nie mamy z tym problemu. Wieczorne zasypianie to inna sprawa, bo lubię, jak żona wtula mi się w ramię. To taka mała, prosta, zwyczajna chwila bliskości. Natomiast spać można oddzielnie, gdyż cel spania jest bardzo egoistyczno-jednostkowy. Śpi się po to, żeby się wyspać.

Na szczęście jednorazowe nocne karmienie zaczyna wchodzić małemu w krew. Dzięki temu wysypiamy się bardziej, a jak wiadomo człowiek wyspany to człowiek lepszy. Jeszcze kilka miesięcy temu jakoś nie zwracałem na to uwagi.

Przysłuchuję się trochę światu za oknem. To przez sobotę/niedzielę. Niedaleko jest klub. Na szczęście okna mamy dość dobre, ale jak się człowiek wsłucha dokładnie, to daje się usłyszeć takie leciutkie, rytmiczne łup-łup-łup. Ciekawa i zagadkowa alternatywna rzeczywistość. Bo ktoś tam zapewne teraz jest, inaczej całe łup-łup byłoby zupełnie niepotrzebne. Nie nasz świat.


  • RSS