podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: odkurzacz

Po pierwsze nasz czteroletni Podmiot Liryczny został pełnoprawnym czytelnikiem, bowiem ma swoją własną, podpisaną kartę biblioteczną. Pani uznała, że przecież korzysta on z niej, jak każdy inny, wypożycza książki, to musi mieć swoją kartę. Dziecko dumne i szczęśliwe!

W ramach zabaw, które są zabawami potrzebnymi, rehabilitacyjno-rozwojowymi, PL musi ostatnimi czasy podnosić stopami chustkę (lubi to, bo chustką można potem rzucić do góry), toczyć piłkę po ścianie (lubi to, bo może się podroczyć, piłkę kopnąć, itp.), bawi się też w przelewanie i przesypywanie. Wczoraj pół kuchni było w ziarenkach siemienia lnianego.

- Chcę odkurzyć – poinformował PL.
- Sam – zastrzegł.

No i Matka PL wyjęła odkurzacz, a PL… zaczął powolutku odkurzać. Zabawa mi się spodobała tak, że po odkurzeniu kuchni przeszedł na przedpokój, potem w inne zakamarki mieszkania. I po prostu odkurzał sobie. Być może życie rodziców stanie się nieco prostsze :).

Poza tym trwa walka z kurzajką. Mamy mocnego zawodnika. Nie działa nawet dość ordynarne przekupstwo w postaci nowej książki o Elmerze. Możemy powiedzieć, że jesteśmy w sytuacji patowej. Nawet w nocy, kiedy próbujemy (jak w konspiracji – z latarką w ciemnym pokoju) zakraść się do stopy, ta stopa nagle ożywa i ucieka. Ale to na pewno nie jest nasze ostatnie słowo.

Deszczowy dzień utrudnia życie prawie-dwulatka. Nie można było jechać karmić kaczek i trzeba się kisić w domu. W dodatku rzucony o ziemię konik traci ogon, co doprowadza do płaczu (wcześniej konikowi odgryziono nos, co też doprowadziło do płaczu). Na szczęście matczyna kreatywność trochę pomaga. Wystarczy krzesełko do jedzenia przykryć kocem i już mamy domek-namiot, do którego Podmiot Liryczny może wejść (a w zasadzie przejść przez niego).

Pojawiają się nowe słowa zwierzęce. Gąska robi „gęgę”, a myszka „pipi”.

Matka PL została dziś dwukrotnie ugryziona przez swoje dziecię ukochane. W dodatku PL cały czas próbuje się wspinać na nią, deptać itd. Generalnie matka jest idealnym torem przeszkód. Tata jest torem przeszkód nieco mniej idealnym i rzadziej używanym. Co prawda można przechodzić przez nogi z jednej strony na drugą, ale problem z tatą polega na tym, że nie zawsze łapie, kiedy dziecko się potyka. Z matką to co innego.

Odkurzaliśmy. Ulubioną zabawą PL jest wyłączanie odkurzacza lub przyciskanie przycisku zwijania kabla. I tak walczyliśmy. Duże zainteresowanie wzbudziła sama rura ssąca, do której można np. próbować włożyć jeden palec, dwa palce, trzy palce… Fajnie jest. Ale zaraz potem odkurzacz należy wyłączyć… i jeszcze raz. I jeszcze raz.

Matka PL po pracy musiała zawieźć samochód do warsztatu. Od dawna mamy jakiś drobny wyciek ze skrzyni biegów i pan specjalista wreszcie znalazł dla nas czas. Zostałem zatem sam z Podmiotem Lirycznym. Dostałem też polecenie – jeżeli się da, należy oczyścić mu nos. Jeżeli się da, bo ostatnio wszelkie próby zbliżenia się do nosa najpierw ze sprayem z wodą, a potem z odkurzaczem i ssawką do oczyszczania nosa właśnie, spotykały się z reakcją tak gwałtowną, że sami byliśmy przerażeni. Dosłownie spazmy. Tragedia, koszmar i wszystko inne. Zawsze zajmowała się tym Matka PL.

Dziś jednak PL był w domu tylko ze mną. Oczywiście przed sprayem zaczął uciekać, ale grzecznie dał sobie wpryskac wodę do nosa, kiedy leżał już w swoim łóżku. Potem poprosiłem go, żeby pokazał mi, gdzie jest odkurzacz (wie, że jest w szafie). Pokazał. Pozwoliłem mu odkurzacz włączyć. Przyszedł usiąść mi na kolanach i bez JEDNEGO dźwięku, jęku, ani płaczu, dał sobie wyssać wszystkie syfy z nosa. Kiedy opowiadałem to małżonce przez telefon, podobno szczęka mocno jej opadła…

Wczoraj PL odkrył, że zamykane przez niego drzwi do naszej sypialni, gdzie ostatnio szaleje na łóżku (w naszym towarzystwie), dają się otwierać. Zatem teraz przez kilka minut bawimy się w „bam”, a następnie on gramoli sie na podłogę i drzwi zamyka i otwiera, zamyka i otwiera. Czasami jeszcze wybiega na przedpokój, zderza się z drzwiami wejściowymi, wbiega znów do pokoju i zabawa się powtarza. Szaleństwo.

Matka PL zawiesiła dziś w przejściu między przedpokojem a pokojem swoją cieniutką niebieską chustkę. Ale miał PL zabawę przebiegając przez nią w pełnym tempie…

Kiedy odbieraliśmy PL ze żłobka, okazało się, że zdjął skarpety jeszcze w sali. W szatni jest takie specjalne pudełko, do którego panie wkładają niekompletne bądź też kompletne skarpety, które ktoś zostawił. Matka PL zatem postanowiła jedną parę sobie pożyczyć. Kiedy PL wrócił do domu i biegał sobie po mieszkaniu, wypożyczone skarpety okazały się za bardzo poślizgowe. Zaliczył zatem dwie urocze gleby (mały płacz) zanim zamieniliśmy skarpety na jego antypoślizgowe kapcie.

W wannie dziś była szalona zabawa w odbijanie piłki od ściany i robienie „plum” do wody. Kiedy piłki zabrakło, jej miejsce zajęła kaczka-punk. I kaczka też odbijała się od ściany (słabiej), ale też robiła „plum”.

Okazuje się, że Podmiot Liryczny zasypia przy dźwiękach odkurzacza. Marudził dziś Matce PL, a przecież kurzowe koty same się nie pozbierają. Nie są to żywe koty tresowane. Podjęła ona zatem bohaterską decyzję pozostawienia syna marudzącego samemu sobie na chwilę i zabrania się za wojnę z brudem, czy też walkę o czystość. Włączyła odkurzacz. Podmiot Liryczny zareagował na to, zasypiając niemal natychmiast. Chyba oznacza to, że w domu będzie baaardzo czysto. Przynajmniej w pokoju dziecięcym. W sumie zawsze można zostawić włączony odkurzacz w pokoju. Będą z nawilżaczem tworzyć ładną parę.


  • RSS