podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: poranek

Z informacji Matki PL dotyczącej poranka: PL w humorze nienajlepszym. Wiadomo – poniedziałek. Z domu wychodziła ona, plecak, torba, PL, a także kaczka na patyku do pchania, bez której po prostu nie można było wyjść z domu. Nie, i już. Miejmy nadzieję, że kaczka nie zostanie zakładnikiem w żłobku, bo podobno trwają tam wojny podjazdowe dotyczące nowych (prywatnych) zabawek. Cóż, PL najwyraźniej chce się wyróżniać :).

Ja natomiast nieco wcześniej wsiadłem na rower, żeby pojechać do przychodni i stanąć po numerek do pediatry. Miałem sporo szczęścia. 12 minut przed uroczystym otwarciem zamków byłem w kolejce trzeci. Oznacza to, że społeczeństwo zdrowe, bo bywało gorzej. Kaszel mokry PL i wysypka są raczej związane z alergią.

To się jeszcze okaże, bo okazuje się, że w żłobku pojawiła się szkarlatyna. Część objawów chyba występuje.
Kurtyna (rymując).

Sobota Matki PL rozpoczęła się już w nocy. Podmiot Liryczny budzi się ostatnio do karmienia częściej. Zastanawiamy się, czy da się mu jakoś czasomierz wewnętrzny przestawić nieco, żeby w ciągu dnia jadł trochę więcej. Może zamiast mleka trochę wody? Moja sobota zaczęła się o 5 rano, kiedy to małżonkę zmieniłem na warcie. Ona mogła pospać do „po ósmej”, a ja bawiłem się w siły natychmiastowego reagowania – smoczek, karmienie, pielucha i takie tam – i przy okazji muzycznych nowości słuchałem różnistych. Piotr Bukartyk rządzi bez dwóch zdań tekstowo. I jeszcze Ladysmith Black Mambazoo – to już wokalnie. Aha – Matka PL wyspała się bardzo.

Dziś szybki warsztat chustowania. Dobrze wydane 25 złotych. Byliśmy tylko my i państwo z nieco młodszym Mikołajem. Także poszło szybko, sprawnie i przyjemnie. Poprawiliśmy parę rzeczy w naszej podstawowej kieszonce (pielucha tetrowa może robić za kołnierz!) i nauczyliśmy się nowego węzła na przyszłość, kiedy Podmiot Liryczny będzie już bardziej stabilny. PL najpierw rozglądał się ciekawie w nowym środowisku, potem zaczął trochę marudzić, ale jak tato zawinął go w chustę, to po dwóch minutach dziecka nie ma. I do końca warsztatów już nie było. Matka musiała trenować na lalce, a ja leżałem sobie w workowym fotelu i pełniłem rolę obserwatora. Cieszymy się, że wiosna idzie, bo chusta będzie mogła być w użyciu częściej i częściej. Mnie osobiście taka bliskość z synem sprawia wielką przyjemność.

Po warsztatach małżonka odstawiła mnie do sauny. Jak wróciłem do domu, zjadłem mamine pierogi i usiadłem na sofie, to poczułem się, jakby ktoś odłączył mi wtyczkę. Film się urwał całkowicie na mniej więcej godzinę. Ponowne zalogowanie się do systemu zajęło chwilę, ale się udało. Śmieszne uczucie, bo czułem, że po prostu nadchodzi reset kompletny. Ot, sobota.

Usłyszałem dochodzący z kuchni wybuch śmiechu. Matka PL robi jakieś porządki w przyprawach i znalazła cynamon, który datę ważności ma do października roku 2002. Czyli trochę z nami podróżował już… Tak w zasadzie to jest cynamon jeszcze sprzed naszego związku :)

Dzień 54

4 komentarzy

Podmiot Liryczny uporządkował trochę nasze życie, nadał czasową strukturę i wprowadził (co paradoksalne) więcej spokoju. Wiadomo mniej więcej co następuje po sobie. Godzina po godzinie, dzień po dniu. Jest zależny od nas, a my także jesteśmy (z przyjemnością) zależni od niego. Sobotnie poranki są niezwykle przyjemne gdyż: a) śpię nieco dłużej, b) jest czas na śniadanie inne niż płatki lub parówki, c) jest czas na kawę w domu, a nie w pracy, z której małżonka niezmiennie pobiera dwa łyki jako haracz, d) idę na spożywcze zakupy poszaleć.

Chodzić po sklepach nie znoszę, z jednym wyjątkiem – właśnie zakupów spożywczych. Z jednej strony mam starannie przygotowaną listę potrzeb, z drugiej strony zamieniam się w impulsowego szaleńca, który reaguje, kiedy jakiś głupi pomysł wpadnie mu do głowy. Jakiś czas temu był sernik z pudełka, a dziś np. syrop Irish Cream do kawy. Są też porcje jogurtów i deserów, czyli moich małych poobiednich przyjemności. Była też bajaderka. Na szczęście do sklepu mam blisko, bo temperatura poranna u nas to -19.

Jestem szczęśliwym posiadaczem zrobionego na drutach przez teściową kolorowego, szalenie długiego szalika. Jest piękny, ciepły i posiada status quasi-relikwii. Zauważam ostatnio, że dziwnie patrzą się na mnie małe dziewczynki – takie w wieku 6-8 :). Ciekawe dlaczego?


  • RSS