podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: sok

Dorośli tracą fenomenalną zdolność cieszenia się rzeczami zwyczajnymi. I dlatego obcowanie z czterolatkiem może być bardzo pouczające. Sobota. Dwie atrakcje – basen oraz lody w kawiarni. Podmiot Liryczny był przeszczęśliwy. Cieszył się już, wiedząc, że wychodzimy. Na basenie po prostu emanowała z niego radość. Taka prosta, niekontrolowana radość. Nawet kiedy dokonał dość ryzykownego manewru na zjeżdżalni, radość zniknęła tylko na chwilkę. Podrzucanie, wyścigi, piłka, wychodzenie po schodach, skakanie w wodzie na jednej nodze, zjeżdżanie po słoniu, siadanie na desce… Tyle radości.

A potem pojechaliśmy do kawiarni na lody. PL wybrał sobie z karty deser – nic wielkiego, kulka (gałka) lodów, bita śmietana, jakaś posypka, trochę czekoladowej mazi. A wszystko na talerzyku w kształcie samochodu. – Ale będzie! – powtarzał co chwilę podekscytowany.

Uczmy się tej codziennej radości od naszych dzieci!

Podmiot Liryczny zaczyna co raz odważniej posługiwać się swoją wyobraźnią. Wczoraj zaprosił mnie do swojego pokoju, żebyśmy razem robili sok. Pokazał mi swoją nieistniejącą maszynę do soków, wkładaliśmy do niej cząstki pomarańczy i ananasa (odrywając je z plastikowych zabawek), a potem wypiliśmy zrobiony nieistniejący sok z nieistniejących kubków. Co ciekawe, PL z miłą chęcią wypił zrobiony przez siebie nieistniejący sok ananasowo-pomarańczowy, natomiast realnego za żadne skarby wypić nie chce.

Wieczorna sytuacja. Ja zaczynam umierać ze względu na okrutny ból głowy. Przed kolacją już było niedobrze, a przed kąpielą było tragicznie. Matka PL powiedziała, że wykąpie syna, a ja mam iść się położyć. Tabletki wziąłem, przykryłem się kocem, poduszka na głowę i leżę. Nagle słyszę dramatycznie nawoływania z łazienki. Zwlekłem się z łóżka, idę… Bateria w prysznicu się zepsuła. Nie dało się zakręcić wody. Zakręciliśmy zatem wodę w domu. Ja do łóżka, a małżonka położyła Podmiot Liryczny i ruszyła po nową baterię, którą potem szybko i sprawnie wymieniła. Nie na darmo ma breloczek „najlepsza żona na świecie”. A na koniec dostałem na głowę termofor opakowany w opakowanie z pluszowej świnki.

Choroba nie przeszła do końca, zatem Matka PL dostała jeszcze dodatkowy tydzień wyroku. Podmiot Liryczny korzysta z niemal ciągłej obecności rodzicielki pełnymi garściami. Kiedy proponuje mu się, że to tata przeczyta z nim książeczkę, albo tata zrobi coś, on przeważnie mówi: „mama” i rzadko daje się przekonać.

Co ciekawe w jego mniemaniu większość domowych obiektów należy do taty. Odkurzacz: „tata”, sok pomarańczowy: „tata”, mleko zagęszczone: „tata”…

Trochę Podmiot Liryczny choruje. To na szczęście lekka infekcja, ale oznaczało to trzy dni w domu. Z Matką PL, bo ja – jak co tydzień – na dwa dni do drugiej pracy. Na szczęście rodzicielka jakoś przeżyła ten czas bliskości non-stop. Na szczęście na razie nie trzeba było aplikować jakiegoś mocniejszego antybiotyku. Jest tylko jakaś maść do oczu, która powinna infekcję w okolicach zatok zdusić. Jest lepiej, ale tylko trochę. I jakoś chęć spożywania leków nieco się zmniejszyła i zaaplikowanie syropu niestety nie jest już tak proste jak kiedyś.

Ja już w domu. Dziś wyszliśmy na chwilę na pieszy spacer. PL przeszedł całkiem sporo, całkiem chętnie i całkiem posłusznie. Spotykam się – podobnie zresztą jak Matka PL – z werbalnymi wyrazami uznania dla dziecka na szelkach. – Jakie to fajne – mówi jedna babcia. – Nie ucieknie! – mówi druga. I tak sobie chodzimy. Dziś atrakcją największą było przechodzenie przez jezdnię na światłach. Światło czerwone – stoimy i czekamy z tatą trzymanym za rękę. Światło zielone – szybko biegniemy na drugą stronę. I tak ze dwa okrążenia skrzyżowania – dla zabawy i dla utrwalenia.

Odkurzanie z PL nie należy do najłatwiejszych, bo wykorzystuje on każdy moment nieuwagi, aby podejść do odkurzacza i go wyłączyć. Odkurzanie przypomina zatem bycie zwierzyną łowną, która musi być cały czas czujna, cały czas mieć ogląd na okolicę i uważać, z której strony przyjdzie zagrożenie. Ale znalazłem na to bardzo prosty sposób. Oprócz zwykłego odkurzacza mamy też taki na wodę, którego przygotowanie trwa znacznie dłużej, ale którego PL (jeszcze) nie potrafi wyłączyć. Kręcił się blisko, przesuwał odkurzacz, potykał się o rurę, ale nic nie wyłączył. Za to dziś był niezwykle pomocny przy wieszaniu prania. Zwykle bywa tak, że PL wyrzuca wszystko z miski na podłogę i uznaje, że jego rola w procesie jest zakończona. Dziś podawał mi rzeczy do ręki, przy okazji starając się zidentyfikowac właściciela danej części garderoby. Z tatą i mamą idzie mu nieźle, natomiast nie jest jeszcze świadomy swojej indywidualności.

Ściągnąłem dziś ze strychu sokowirówkę. PL z niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się, jak marchewki i jabłka zamieniają się na sok i paćkę. Siedział na kolanach mamy jak zahipnotyzowany. Jednak z ofery spróbowania soku z owoców nie skorzystał.

Rysowanie, rysowanie, rysowanie. PL domaga się przede wszystkim myszek i kotów (od czasu do czasu zresztą musimy podnosić go do okna, żeby mógł zobaczyć, czy gdzieś nie kręci się kot – a przeważnie się nie kręci). Ale znaki drogowe w wykonaniu rodziców też zrobiły spore wrażenie.


  • RSS