Podmiot Liryczny po długiej przerwie chorobowej powrócił dziś do przedszkola. Rano w samochodzie wykonał marudzące przedstawienie, ale to oczywiście nie pomogło. Przetrwał i powrócił. Otrzymał kartkę urodzinową od swoich kolegów – pięknie zszyta, z wyklejankami, wycinankami, podpisami. Będzie miał za wiele lat bardzo fajną pamiątkę, choć nie wydaje mi się, aby przyjaźnie z przedszkola przetrwały.

W niedzielę zaginął pendrive (zwany też czasami gwizdkiem). Jeden z dwóch. Generalnie zawartość jest na nich podobna (piosenki, wierszyki Tuwima, książki o Elmerze i Kubuś Puchatek), ale ponieważ jest na nich inna kolejność tych wszystkich utworów, PL traktuje je jako dwa odrębne byty. Zna nawet numerację na poszczególnych pendrivach i wyraża całkiem szczere zdziwienie, że na jednym coś jest pod takim numerem, a na drugim pod innym. Ot- każdy ma jakieś hobby. Niemniej jednak biały zaginął. Szukaliśmy go wczoraj – nawet z latarką. W pewnym momencie straciłem PL z oczu. Kiedy go zawołałem, usłyszałem głuchy głos dochodzący spod jego łóżka. Z jednej strony wystawały tylko nogi. Łóżko położone jest dość nisko, więc wczołganie się tam nie było wcale takim prostym zadaniem. Odnalazł sporo powrzucanych tam śmieci, ale pendriva ani śladu. Na szczęście własnymi siłami zdołał się także wyczołgać.

PL zaczyna także przejawiać zainteresowania sportami, bo czasami widzi, jak oglądam coś w telewizji. Ostatnio widział siatkówkę (szał, bo na koszulkach są numery i punkty zmieniają się dość szybko), a także tenis (nie za bardzo rozumiał dlaczego jest 15,30 i 40). „Co robią ci panowie?” „W tenisa?” Na wspólne oglądanie meczów muszę jednak jeszcze trochę poczekać.

Fascynację budzi też zegar (stoper) w piekarniku. Problem w tym, że PL ustawia alarm np. na 17 godzin. I dzięki temu mamy nowy rodzaj budzika, który działa z zaskoczenia. Mieliśmy już pobudkę o 1 w nocy, ale i o 4 rano. Musimy wyrobić sobie nawyk sprawdzania tego zegarka przed pójściem spać :).