podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: USG

- Napisz, że są problemy z piersią, że jestem zmęczona, że są postępy w rehabilitacji – tak na pytanie o tym, co mam napisać, odpowiedziała Matka PL z laktatorem przy piersi. Ona czasu na pisanie ostatnio ma mniej, a ja jakoś staram się od komputera trochę się odrywać częściej nieco (choć oczywiście małżonka twierdzi, że to już uzależnienie… pewnie trochę tak, ale wolę takie niż inne gorsze), dlatego piszę nieco rzadziej oraz – co gorsze – czytam inne blogi rzadziej także.

Rzeczywiście – są małe problemy z piersią i zatorami, co wpływa na samopoczucie Matki PL. Zwłaszcza nocne samopoczucie. Na razie pomagał termofor, ciepły prysznic, a także (o dziwo) spojrzenie PL, a dziś chyba także rady doradczyni laktacyjnej. Okazuje się bowiem, że być może nocne problemy wynikają ze zbyt dużego ucisku i zbyt rzadkiego ściągania pokarmu nocą właśnie. Oby się poprawiło…

Rzeczywiście małżonka jest zmęczona. Nocne wstawanie po prostu daje się we znaki. Chyba nie da się z tym zrobić wiele. Wszystko przejdzie, kiedy Podmiot Liryczny zacznie przesypiać noce lepiej. W tym celu (a także dla tego, że jakoś straszliwie on duży) małżonka wprowadziła rumiankową herbatkę do jadłospisu, coby w nocy stosować, kiedy raczej dziecku pić się chce, a nie jeść. Czy to poskutkuje choć trochę – okaże się… Ja też jestem zmęczony, ale to zmęczenie inne zupełnie. Trochę się jeszcze zatoki dają we znaki, dlatego na razie łażę w czapce nawet w pięknym słońcu. Zmieniłem tylko czapkę na bardziej odlotową :)

Rzeczywiście są postępy. Widzimy, jak wszystko się normuje. Ile radości maluje się na twarzach obojga rodziców, kiedy Podmiot Liryczny zaczyna sięgać rączkami w dal i powoli łapac obiekty, co do tej pory mu nie wychodziło najlepiej, kiedy widać, że napięcie jest mniejsze, że główka się mniej przekrzywia, a także, że bezglutenowe i bezmleczne męczarnie matki (spróbowałem bezglutenowego chleba – suchy wiór w ustach) przynoszą efekty. I też ta radość, kiedy okazuje się, że wynik badania USG głowy to „w normie”. Są postępy. Podmiot Liryczny rośnie, się domaga różnych rzeczy, a my ciągniemy tę zabawę dalej.

Ot, proza życia.

Do tego spacery już niemal codzienne – mamy taką fajną trasę na mniej więcej 5 kilometrów. No i czeka nas bardziej lub mniej intensywny remont łazienki. Będzie się działo!

Wszystko nam się powoli klaruje. Wczoraj udało się małżonce wbić z Podmiotem Lirycznym do chirurga, który wszystko zbadał i zlecił USG szyi, które nie wykazało niczego nieprawidłowego z mięśniami. Zostaje nam jeszcze jutrzejsza wizyta u neurologa, także napięcie mięśniowe zapewne zostanie oficjalnie zapisane na papierze. Mam nadzieję, że dzięki temu dostaniemy też lekarskie skierowanie na rehabilitacje, która zresztą już trwa i przynosi efekty, ale papierek da szansę na prowadzenie jej bezpłatnie. Dawno nie mieliśmy tyle do czynienia ze służbą zdrowia. Do tej pory było to jednak doświadczenie incydentalne. Wolny termin na badanie neurologiczne był na… listopad, ale udało się uprosić panią, że to taki 3-miesięczny malec, że trzeba szybko, itd. I to nawet nie my upraszaliśmy, ale lekarz. Dobrze, że mieszkamy trzy kroki od szpitala.

Podmiot Liryczny ma podręcznikowe objawy problemów glutenowych, także Matka Podmiotu Lirycznego przechodzi na nieco bardziej rygorystyczą dietę. Żeby nie kusić losu dieta będzie też pozbawiona mleka, także zapowiada się ciekawe kulinarne życie. Najważniejsze jest to, że może jeść ziemniaki. Pozbawienie jej tego składnika byłoby zdecydowanie straszniejsze. Ale w imieniu jej się pochwalę, po 102 dniach od porodu jej waga wynosi „-1 kg” od stanu przed porodem. A ponieważ szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko = szczęśliwy tato, ogólny poziom szczęścia na świecie wzrasta. Tak czy inaczej, jeżeli znacie jakieś ciekawe przepisy ze świata kuchni ograniczonej, to ślijcie :)

Mimo wszystko jakoś jesteśmy spokojniejsi. Podmiot Liryczny nagradza rodziców rozsyłanymi uśmiechami, większym spokojem, cierpliwością (w miarę) podczas ćwiczeń. Dzięki ostatniemu maratonowi lekarskiemu nieznane staje się oswojone, bo wiemy już, że można sobie z tym wszystkim poradzić, a słowo rehabilitacja nie brzmi już jakoś złowrogo i przerażająco. Teściowa radzi znakomicie i młodzi rodzice jakoś sobie z tym wszystkim radzą i czują się coraz mocniejsi.

Dzien 52/2

6 komentarzy

No nie mogę. Samochód, mimo strasznego mrozu, zapalił. Matka PL postanowiła pojechać wymienić akumulator, a przy okazji zrobić zakupy. Oznacza to jednak, że musiała zostawić mnie i Podmiot Liryczny samych. Od momentu wyjścia dzwoniła już cztery razy, co się dzieje, czy może jechać do sklepu, a czy na pewno może jechać do sklepu i co on właściwie robi. Rzecz w tym, że on na razie za wiele robić nie może i zarówno jego, jak i moje możliwości są ograniczone. Jeść dałem, uspokoiłem i pilnuje, żeby jednak spał. Czekam na kolejny telefon ze sklepu. Byłoby zabawnie, gdybym powiedział, że coś się dzieje, a MPL zostawiła wózek wśród półek i pędem ruszyła przed siebie. Potrafię to sobie nawet wyobrazić, choć oczywiście tego nie zrobię.

MPL wyczytała gdzieś, że dobrze jest, aby PL zasypiał mając w pobliżu głowy pieluchę. Nie wiem do końca o co chodzi, czy to zapach, czy po prostu ma lubić, jak coś jest przy głowie. Niemniej jednak przy tej okazji zdarza się czasem tak, że ręce, których jeszcze szkrab kontrolować do końca nie potrafi, zamieniają się w małe  turbiny, czy też śmigła, zgarniając pieluchę prosto na głowę i twarz. Częstotliwość ruchów się zwiększa, czemu towarzyszy okrutny krzyk. A to tylko miła w dotyku pielucha. I jest to na swój sposób zabawne.

Było dziś USG stawów – udane i przespane w całości. Podobnież PL zrobił furorę w chuście taką, że się zleciało pół ośrodka, żeby podziwiać taki ewenement.


  • RSS