podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: wychowanie

Podmiot Liryczny postanowił spać z klockami. O 2 w nocy Matka PL podczas pojenia mlekiem chciała trzymany w ręku klocek zabrać i okrutna kara ją spotkała. PL nawet o tak późnej/wczesnej porze walczy o swoje przekonania. I spał z klockiem w ręku całą noc.

Rano PL dostrzegł, że na papierze toaletowym są pieski. Szaleństwo. Później nieco zwrócił uwagę, że na jego polarowych spodniach są znaki drogowe, samochody i światła. Większe szaleństwo.

Mała rodzinna scenka komediowo-dramatyczna. Matka PL miała dziś odebrać samochód od mechanika, a następnie odebrać PL ze żłobka. Ojciec PL dziś na badaniach okresowych, więc harmonogram nieco popaprany. W drodze do mechanika małżonka zostawiła mi klucz do domu (powieś pranie, odkurz i takie tam). Samochód nie był jednak jeszcze gotowy, więc małżonka jedzie autobusem i stoi w korku. Najpierw dzwoni, żeby na przystanek przynieść wózek. Potem alarm odwołany, bo w autobusie tłok i wózek się nie zmieści. Ja wracam do domu. Ona dzwoni, że jest duży korek (ulica remontowana), że może ja pójdę po PL do żłobka… Mówię, że ona i tak będzie szybsza. Potem jej telefon już milczy. Ponieważ małżonka ma kontuzjowany bark uznałem, że wyjdę jednak z wózkiem, gdyby z transportem były jakieś problemy. Spotkamy się po drodze. Dzwonię… dzwonię… żeby oczywiście się nie minąć. Jej telefon milczy. Nie słyszała I co? I oczywiście się minęliśmy. Ja pod żłobkiem, żona w domu – bez klucza. I dopiero wtedy odebrała. Kurtyna. Ot – taka sytuacja.

PL dziś wyraźniej grzeczny. Wchodzenie na sofę opanowaliśmy mniej więcej taktyką ostrzeżenia. „Jeżeli będziesz stawał na łóżku, to cię z niego zdejmiemy”. I w miarę działało. Dopiero przed kolacją zapora trochę puściła. Ale w porównaniu z wczorajszym szaleństwem, dziś było naprawdę dobrze. Dwie godziny czytania książeczek mniej więcej, trochę robienia „bam”, trochę zabawy klockami (układanie idzie lepiej i lepiej), ale żadnego włażenia na matkę, kopania itp.

Hit dnia! Naprawdę! Trudno było sobie wyobrazić, jakie emocje u 21-miesięcznego chłopca może wywołać zwykły mecz snookerowy. Kuleczki na ekranie telewizora… I to jeszcze poruszające się. I czerwone, i czarna, i biała, i kolorowe. Podbiegał rozemocjonowany do telewizora, żeby nam owe bile pokazać. Niezwykłe i niezapomniane.

Przeglądam sobie blogi, strony dotyczące „świadomego” macierzyństwa, tudzież ojcostwa, wychowywania w czułości i z ukierunkowaniem na dziecko, stron poświęconych rodzicielstwu i tak sobie myślę, że sporo jest w nich jakiejś takiej napinki na Jedyne Słuszne Rozwiązania… Nawet nasza szkoła rodzenia nie była pozbawiona tych słuszności. Pamiętam jak wyszłam stamtąd lekko podłamana, bo usłyszałam, że cesarka sprawi, że oddalę się od dziecka. A ja przecież na prawdę NIE MIAŁAM WYBORU…

Jedyne Słuszne Rozwiązania podawane są na temat od przebiegu ciąży, porodu, powitania na świecie, po początki macierzyństwa, żywienie, pieluchy, pranie itp. Wiem, że to ja decyduję o tym, co wybiorę i kogo posłucham, ale mam nieodparte wrażenie, że młode matki (i ojcowie) są niemal zalewani, bombardowani informacjami, jak POWINNO wyglądać macierzyństwo (ojcostwo). Jeśli poród, to jedynie naturalny. Jeśli nie ma powitania na brzuchu – to już przerąbane – zatraciłaś kontakt z dzieckiem. Jeśli nie karmisz piersią – dramat – nie zrozumiesz własnego dziecka, bo nie jesteś z nim w KONTAKCIE. Używasz pieluch jednorazowych? Dramat – zaśmiecasz środowisko. Marchew? Tylko ekologiczna. Smoczek? A skąd! Zajęcia edukacyjne już zacząć powinnaś od poczęcia, by twoje dziecko nawijało w wieku dwóch miesięcy gugugu po chińsku… I tak dalej i tak dalej. Staram się zrównoważyć te wszystkie informacje, ale wydaje mi się, że świat się jakoś zrobił dzieciocentryczny. Te wszystkie gazety, poradniki, strony internetowe, programy w telewizji itp. Moja mama ani babcia czegoś takiego nie pamiętają. Nie sądzę, aby w lot spełniały każde życzenie dzieci i wnuków, albo zamartwiały się nad jego rozwojem psychomotorycznym. Nie myślę tu o zamknięciu się na dziecko i ignorowaniu jego potrzeb, kocham moje dziecko miłością ogromną. Mam na myśli raczej zdroworozsądkowe podejście do dziecka, które nie jest królem na złotym tronie i nie powinno być moim zdaniem traktowane jak ósmy cud świata.

Może przesadzam? Nie wiem, ale jakoś mi brakuje takiego zwykłego podejścia. Bez napinki…

Dzień 53

1 komentarz

Rozbawiona Matka PL zadzwoniła, że zauważyła pewną prawidłowość. Kiedy siedzi w pokoju, to Podmiot Liryczny smoka nie wypluwa i nie płacze. Kiedy jednak wychodzi, to smoczek ląduje na materacu, a z łóżeczka zaczyna dobiegać płacz, który powoli zmienia się w ryk. I pytanie małżonki: czy on to robi specjalnie? Ależ oczywiście :) Może jeszcze nie mówi, nie biega, nie pierwiastkuje i nie myje podłóg, ale z pewnością zauważa pewną prawidłowość świata przedstawionego: wypluty smok + płacz = przybiegająca matka po chwili. Jednak pojawia się tu kolejne pytanie: czy należy przyzwyczajać dziecko, że świat jest emanacją jego jaźni, że akcja zawsze oznacza reakcję dobrą dla niego?

Zaczyna się od smoczka, ale oczywiście później jego postulaty przybiorą znacznie poważniejszą postać. Dlatego staram się wprowadzać pewną równowagę do tego dziwnego równania, a także wysyłać Matce PL informacje, że działanie nieco wbrew tej logice nie oznacza bycia rodzicem złym. Zatem przychodzić i pomóc – tak, ale czasami dać popłakać krócej, czasami dłużej, dać czas na przemyślenia i refleksje, na uspokojenie się, przełożenie głowy na drugą stronę, na zrozumienie tego, że świat jest bardziej złożony i skomplikowany, aby dało się go opisać tak prostym równaniem.

I na nieco poważniejszym marginesie. Jakiś czas temu, przy okazji sprawy porwanego dziecka, małżonka mówiła, że coś jej nie pasuje. I miała rację. Dla mnie też wyglądało to jakoś dziwnie. Jakoś czuć było, że pod powierzchnią jest coś jeszcze. Cóż – smutny i nieszczęśliwy wypadek. To się po prostu może zdarzyć. Ale też rozumiem, że się w głowie po takim czymś może poprzestawiać tak bardzo, że wymyśla się alternatywną rzeczywistość, porwanie i Bóg wie co jeszcze. Z drugiej strony jednak ten wykreowany świat ją przerósł i przygniótł natychmiast, co także było do przewidzenia. Policja, media, współczucie, emocje – teraz niestety to wszystko będzie przeciwko niej. Jakieś smutne to… Jeśli to wszystko prawda.


  • RSS