podmiot-liryczny

Czyli o (r)ewolucji w życiu pewnego małżeństwa

Wpisy z tagiem: zabawa

Zabawa w chowanego ewoluuje. Kiedyś liczenie było do 10, a PL sam wskazywał miejsce, gdzie jego współ-zabawowicz miał się schować. „Schowaj się w kuchni, schowaj się w pokoju rodziców…”. W dodatku złościł się nieco, kiedy człowiek specjalnie chował się w innym miejscu.

Teraz liczymy do 100. To znaczy ja liczę do 100 normalnie, natomiast PL liczy nieco na skróty: „1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11, 33, 56, 73, 89…” Czasami też np. co 10. A potem szuka i można się już schować tam, gdzie się chce. PL chodzi po mieszkaniu: „O… w łazience nie ma taty”… „O, tu też nie”. On sam wyszukuje mało wyrafinowane kryjówki, np. szuflada własnego łóżka (wyciągnięta). A jeżeli długo się go nie może znaleźć, wtedy tupie i woła – tu jestem.

Wczoraj też zafascynowały go zera. Wiedział już, że jedynka i sześć zer to milion. Potem zaczął drążyć – siedem zer, osiem zer… Bardzo go bawiły nazwy wielkich liczb, a ja musiałem sięgnąć do internetu, no bo wo końcu jak często mamy okazję użyć nazwy kwintylion, oktylion, czy choćby tryliard.

W ramach kreatywnej zabawy PL rozstawił sobie na kanapie wszystkie swoje książki o Elmerze (łącznie sztuk 9) i zaczął po nich chodzić. Spotkało się to oczywiście z reakcją rodzicielską, ponieważ a) może pogiąć swoje ulubione książki b) o upadek z kanapy zbyt łatwo. Kompromisowym wyjściem z sytuacji było poukładanie wszystkich książeczek (mają twarde okładki) na podłodze. Zatem od dziś w przedpokoju funkcjonuje Elmerada (zbitka słów Elmer + autostrada). Zadowolony PL informuje w drodze z salonu do kuchni: – Idę po Elmerach. Albo: – Chodź, tato. Przejdziemy po Elmerach.

Wieczorem niektóre elementy Elmerady zostały rozebrane, bo trzeba było przeczytać kilka opowieści przed snem.

Kończy się przerwa świąteczno-noworoczna. Podmiot Liryczny walczy z jakimś lekkim wirusem (którego efekt uboczny polega chyba na jakieś ogromnej nadprodukcji energetycznej, bo ma siłę do biegania, skakania, słuchania książeczek, śpiewania piosenek, itp.), Matka PL zmaga się z zapaleniem krtani, a ja powoli doleczam zatoki. A na zewnątrz spory mróz. Niemniej jednak kilka domowych dni przeżyliśmy raczej harmonijnie.

Dziś, kiedy nie było mnie w domu, PL dość długo celebrował obiad. W końcu zdesperowana Matka PL powiedziała: niedługo do domu wróci tata, więc zjadaj szybko, bo to zobaczy. I… PL zjadł (nieco szybciej). Generalnie jest tak, że raczej syn słucha się mnie znacznie bardziej, niż Matki PL. Mam pewną teorię na ten temat. Ja zwykle staram się egzekwować swoje obietnice, a tymczasem małżonka odkłada, przekłada, co latorośl skrupulatnie wykorzystuje. I dobrze zresztą. Podmiot Liryczny wie, że doliczenie do trzech skończy się np. schowaniem zabawki i zwykle „raz” wystarczy. I – co bardzo nas cieszy – ostatnio niemal zawsze kończy się na „dwa”.

Nowa zabawa – skakanie po kanapie razy kilka, a potem wykonanie padu na kanapę z przerzuceniem nóg do tyłu. Zabawa generalnie fajna, choć raz zakończyła się przefikołkowaniem w okolice podłogi i zdemolowaniem domku dla żyrafy, który zbudowaliśmy w Nowy Rok (dom żyrafy jest wielofunkcyjny, bowiem PL napisał na nim flamastrem najpierw „sklep”, a następnie „TESCO”. Dyskusja na temat tego, dlaczego „TESCO”, a nie np. Biedronka, skończyła się bez żadnego rezultatu. Domek miał też komin z tekturowej rolki z papieru toaletowego, dzięki której można zajrzeć do środka, a mniejsi gabarytowo przyjaciele żyrafy mogą także dostać się do środka.

Książki o Elmerze nadal rządzą, ale PL domaga się co raz częściej opowieści z tomów „Poczytaj mi mamo”. I dobrze. Zadanie „czytaj dziecku 15 minut dziennie, codziennie” wyrabiamy zdecydowanie ponad normę.

To było bardzo zabawne. Podczas kolacji Podmiot Liryczny miał przy sobie kaczkę i dokarmiał od czasu do czasu kanapkami z pastą serową. Oczywiście informował nas za każdym razem, że kaczka je razem z nim. Potem kazał jeszcze dostawić sobie ptaka ze świecącym okiem, którego też karmił. Ubaw po pachy.

Ostatnio ulubioną zabawą podczas kąpieli jest wychlapywanie wody. Służą do tego gumowe zwierzątka. PL zanuża je głęboko – w zasadzie dociska do dna – a potem szybkim ruchem wyrzuca je poza wannę przy okazji wylewając trochę wody. Czasami więcej, czasami mniej – ale uśmiech jest po pachy. Kiedy wyrzuci już wszystkie zwierzątka i zabawki, wtedy do chlapania może służyć ręka. Zapytany o to, kto tak chlapie wodą, odpowiada: „kaka” (kaczka). Spryciarz.

Spryciarz jutro wraca do żłobka. Ma glejt od lekarza. Miejmy nadzieję, że więcej się nie przypałęta chorób. Oby.

Wreszcie PL opanował jakże potrzebną umiejętność samodzielnego picia z butelki. Do tej pory pan hrabia domagał się pojenia przy pomocy rodzica-muła. Metoda działała, więc dlaczego miałby zadawać sobie tyle trudu i podnosić sam butelkę do góry. Oczywiście butelkę można trzymać samemu, ale wtedy najfajniej odwraca się ją do góry dnem po to, aby picie kapało sobie na podłogę. Ale pić samemu? Po co… No i ostatnio coś się zmieniło. Biega z butelką, oczywiście cały czas kapie, bo to fajne, ale potrafi już sam wypić, kiedy przychodzi potrzeba.

Wychodząc naprzeciw fascynacji syna znakami drogowymi Ojciec PL ściągnął na telefon specjalną aplikację. Sama aplikacja raczej służyć ma uczącym się znaków drogowych, ale Podmiot Liryczny świetnie się w tej konwencji odnalazł. Największe powodzenie mają znaki: B-2, B-20, wszelkiego rodzaju strzałki, zwłaszcza z grupy znaków nakazu, znak D-4a, D-6 oraz znany z książeczki o motorze znak D-18… I jeszcze kilka innych. Niedługo znać je będzie na wyrywki :).

Nie wiem, czy to do końca możliwe, ale wygląda na to, że Podmiot Liryczny zaczyna łapać kształt litery „o”. W książeczkach czasami poszukuje podobnego kształtu w warstwie tekstowej. Wszystko znakomicie, ale może najpierw niech on opanuje to, jak ma na imię, albo jakieś inne bardziej potrzebne w tym wieku rzeczy. Choć gdyby nauczył się już czytać, rozwiązałoby to sporo problemów.

Wymieniona wczoraj bateria sprawdza się doskonale. Dziś atak bólu głowy się nie powtórzył. Mogliśmy się kąpać. Ja, Podmiot Liryczny oraz całe stado gumowych kaczek.

Dzień 656. Bam!

1 komentarz

„Bam” to ostatnio bardzo często używane słowo. Na początku oznaczało ono jedynie przewracanie się na łóżku, teraz jednak jest już używane prawidłowo i oznacza upadek. W zasadzie chyba oznacza taki upadek, który nie jest straszliwie bolesny i nie wywołuje płaczu. Po prostu „bam” informuje rodziców, że nastąpiło potknięcie się, przewrócenie się, uderzenie w głowę itp. Ostatnio informacja taka dotyczy też osób trzecich. Matka PL opowiadała, że podczas spaceru w parku PL zobaczył przewracającą się dziewczynę na rolkach. – Bam – zauważył mądrze.

Rysowanie ruszyło. Bardzo długo kredki były tylko dziwnymi zabawkami. PL wiedział, że można coś nimi narysować, ale wolał je przerzucać po podłodze, nosić, wkładać w różne miejsca i je wyjmować, zjadać (to denerwowało rodziców, a wszystko, co denerwuje rodziców jest warte powtarzania)… Ale teraz on rzeczywiście wziął się za rysowanie. Nauczył się siadac na swoje krzesełko przy stoliku, na którym są kartki i kredki i rysuje. Na razie linie prawie-proste, które np. są myszką, albo rybą.

Podmiot Liryczny rozwija się śniadaniowo. Wymyślił mianowicie, że karmione podczas śniadania będą jedynie pluszowe zabawki, ale także piesek, którego ma na bluzce, oraz zwierzątka, które są w książeczce. Pięknie. Co ciekawe, już sam zaczyna karmić swoich pluszowych przyjaciół (i plastikowych, bo dziś kanapki z serem jadła z nim kaczka inwalidka).

Odsysanie nosa przebiega już bez najmniejszych zakłóceń. Wystarczy już powiedzieć: „Idziemy czyścić nos?”. PL wtedy idzie natychmiast do szuflady, gdzie jest woda w sprayu do nosa, potem natychmiast biegnie pokazać gdzie jest odkurzacz, włącza go i wędruje na fotel. Domaga się teraz także, żeby odsysaczem dać mu się pobawić – bo przecież dziurkę można palcem przytkać, albo uśmiać się kiedy tato podsysa lekko policzki. I nos daje bardzo chętnie. Uff. Kiedy przypominam sobie, jakie sceny się działy…

W telewizji była transmisja jakiegoś meczu. PL przypatrywał się, przypatrywał, i podszedł do telewizora, żeby palcem wodzić za piłką.

Podmiot Liryczny jest fanem karetek. Nie ma co ukrywać. Karetka jadąca na sygnale wywołuje emocje. Widziana na ulicy, czy też na ekranie (Matka PL puszcza czasami filmik, na którym 50 karetek jedzie na sygnale przez miasto). Wróciłem dziś do domu i już przed drzwiami usłyszałem sygnał. Potem drugi. I jeszcze inny. Małżonka kupiła synowi (poszła po rajstopy) karetkę. Ma przycisk, cztery sygnały, migające światełka, otwieraną klapkę z tyłu, a w dodatku ma mechanizm napędzający. Wieczór PL spędził w towarzystwie karetki. Kolację jadł z karetką, na mamę wchodził z karetką, pod krzesełkiem przechodził z karetką. Wojna zaczęła się dopiero przed kąpielą, bo mimo wszystko kontakt zasilanego baterią mechanizmu karetki z wodą nie wyszedłby tej pierwszej na dobre. W końcu udało się techniką odwrócenia uwagi (Matka PL przyniosła do wanny lejek do zabawy) usunąć karetkę z pola widzenia i z pamięci (krótkotrwałej). Kiedy piszę te słowa Podmiot Liryczny leży już w łóżku w swoim pokoju. Powinien zasypiać. Ale co jakiś czas dochodzą z owego dźwięki karetki.

Słowo „kape” jest już zrozumiałe i czytelne. To kapeć. Kiedy PL zdjął kapcie z nóg i biegał boso, matka krzyknęła: „kto zdjął skarpetki”. Syn popatrzył i poprawił: „kape”. Bo przecież zdjął kapcie.

Poza tym PL chodzi za swoją matką i mówi: „pipi”. To oznacza myszkę. Matka udaje, że sie przestrasza, mówi: „oj, co to za myszka, ja się boję takiej myszy”. I on wówczas swoje: „pipi”. Ciekawiej zacznie się dziać, kiedy Podmiot Liryczny rzeczywiście trafi na coś, czego boi się jego matka. Może tato niedługo podpowie.

Podczas wczorajszej kąpieli wymyśliłem głupawą zabawę. Wziąłem dwie gumowe kaczki (z chyba siedmiu, z którymi kąpie się Podmiot Liryczny) i uderzyłem PL w policzki, mówiąc „pac, pac”. Potem uderzyłem siebie w policzki, mówiąc „pac, „pac”. Potem Matkę PL. I zapytałem PL – i komu teraz robimy „pac, pac”. Więc ten: mama… Potem: mama… Potem: tata… Potem sam nachylił głowę. I tak bawiliśmy się z 5 minut. Dziś w wannie po umyciu się, kiedy był już czas zabawy, w pewnym momencie PL sam wziął dwie kaczki i uderzył się nimi w policzki. I zabawa zaczęła się od początku. Zapamiętał to spryciarz…

A prawdziwe kaczki karmiliśmy dziś chlebem nad rzeką. PL w uprzęży stał z metr od brzegu. Kaczek podpłynęło mnóstwo. Radość wielka. Wcześniej PL zaliczył klasyczny upadek na mokry asfalt, bo za szybko biegał, żeby szukać owych kaczek. No cóż. Bywa. W parku spacerowały sobie też dwie starsze panie. Zainteresowany PL patrzył się na nie. A one do niego: chodź chłopczyku. A ten za rękę. „Jaki odważny”… Oj, nie odważny. Trzeba się zająć takimi sytuacjami. Nie wiem, czy to dlatego, że generalnie PL jest przyjazny ludziom i nieszczególnie się boi, czy dlatego, że tato był trzy metry od niego. Nie chcemy go szczególnie ludźmi straszyć, ale wyjaśnienie tego, że obcy, to obcy będzie ważnym zadaniem.

Kilkadziesiąt schodów PL – z nad rzeki do miasta – PL przeszedł dziś całkowicie o własnych siłach. Bez żadnej asysty. Kilka potknięć, ale poza tym – sam.

PL nie poszedł dziś spać popołudniu. Tak po prostu. Nie chciał zasnąć. Za to spokojnie przetrwał dwa spacery. Matka PL kupiła też nową książeczkę: „Karetka Mietka”. Dołączyła do serii, do „Motoru Marka” i „Auta Artura”. Największe emocje wywołują nieustannie znaki drogowe i światła. Bardzo go zdziwiło tez, kiedy w „Karetce Mietka” pojawił się też Artur w swoim aucie.

Syn z ogromną chęcią chce wchodzić na matkę. I ściąga sobie jeden kapeć. Jeden. „Kape”.

Zupa krem z dyni z pomarańczami nie wzbudziła żadnego entuzjazmu. Tym razem PL nie chciał jeść rodzicom z talerzy, co zwykle czyni dość chętnie. A kanapki z pasztetem pozbawił samego pasztetu. Chleb nie był szczególnie atrakcyjny.

(wczoraj) Podmiot Liryczny przytaszczył ze żłobka zdobyczne sześć klocków. Takich w domu jeszcze nie miał. I zamiast robić bam, przez kilkanaście minut siedzieliśmy na łóżku i bawiliśmy się klockami. Składanie w wieżę, rozwalanie, składanie, rozkładanie, składanie… Obserwowanie tego teoretycznie prostego procesu było po prostu fascynujące. Po pierwsze widać niesamowicie, jak sprawne i precyzyjne są już jego dłonie. Po drugie to był jeden z tych fajnych momentów, kiedy bardzo dokładnie widać koncentrację młodego rozumu. Oddech lekko przyspiesza, następuje całkowita cisza i pełne skupienie na wykonywanej, nowej i ciekawej czynności. I ten stan potrafi utrzymać się dość długo. A to tylko sześć plastikowych klocków.

PL nie za bardzo chciał jeść wczoraj obiad. Ale po powrocie ze spaceru dostrzegł bułkę. I kazał ją sobie podać. Z masłem oczywiście. Jedzenie bułki w jego wykonaniu to zwykle zlizywanie masła (przy okazji czego cała twarz jest w maśle, a potem jeszcze różne domowe obiekty) i zjedzenie części (zwykle wewnętrznej) bułki lub kromki. I jeszcze przychodził po dokładkę masła. Następnie odkrył, że Matka PL ugotowała ziemniaki (miały być na naszą kolację). Nie wiem nawet ile się w końcu tych ziemniaków ostało, ale domagał się ich nawet, kiedy już wieczorem robiliśmy nasze zwyczajowe „bam”. I jak tu przekonać młodego, że robienie „bam” z ustami pełnymi ziemniaków nie jest najlepszym pomysłem.

Rutyna jest ważna. Dla nas i dla PL, o czym zwykle nas uroczo informuje. Ostatnio np. przed kąpielą następuje jeszcze ważenie – pomiędzy zdjęciem pieluchy, a włożeniem do wanny. Wczoraj Podmiot Liryczny sam rzucił się do wagi, żeby ją wyciągnąć. Jeszcze zabawniej było już w wannie. Ponieważ odwiedził nas gość na chwilę, zapomniałem o myciu zębów. A pasta i szczoteczka leżą na pralce za wanną i czekają. Po chwili nieco zniecierpliwiony syn sam wstał w wannie i przypomniał o tym, że przecież zęby jeszcze nie są umyte. Matka PL była w szoku (jej syn nie za bardzo pozwala sobie umyć zębów w ogóle).

Cały czas PL nie może wyjść ze zdziwienia, że jedna z żółtych zabawek nie jest kaczką, tylko foką. Upewnia się co jakiś czas. U obojga rodziców.

Matka PL po pracy musiała zawieźć samochód do warsztatu. Od dawna mamy jakiś drobny wyciek ze skrzyni biegów i pan specjalista wreszcie znalazł dla nas czas. Zostałem zatem sam z Podmiotem Lirycznym. Dostałem też polecenie – jeżeli się da, należy oczyścić mu nos. Jeżeli się da, bo ostatnio wszelkie próby zbliżenia się do nosa najpierw ze sprayem z wodą, a potem z odkurzaczem i ssawką do oczyszczania nosa właśnie, spotykały się z reakcją tak gwałtowną, że sami byliśmy przerażeni. Dosłownie spazmy. Tragedia, koszmar i wszystko inne. Zawsze zajmowała się tym Matka PL.

Dziś jednak PL był w domu tylko ze mną. Oczywiście przed sprayem zaczął uciekać, ale grzecznie dał sobie wpryskac wodę do nosa, kiedy leżał już w swoim łóżku. Potem poprosiłem go, żeby pokazał mi, gdzie jest odkurzacz (wie, że jest w szafie). Pokazał. Pozwoliłem mu odkurzacz włączyć. Przyszedł usiąść mi na kolanach i bez JEDNEGO dźwięku, jęku, ani płaczu, dał sobie wyssać wszystkie syfy z nosa. Kiedy opowiadałem to małżonce przez telefon, podobno szczęka mocno jej opadła…

Wczoraj PL odkrył, że zamykane przez niego drzwi do naszej sypialni, gdzie ostatnio szaleje na łóżku (w naszym towarzystwie), dają się otwierać. Zatem teraz przez kilka minut bawimy się w „bam”, a następnie on gramoli sie na podłogę i drzwi zamyka i otwiera, zamyka i otwiera. Czasami jeszcze wybiega na przedpokój, zderza się z drzwiami wejściowymi, wbiega znów do pokoju i zabawa się powtarza. Szaleństwo.

Matka PL zawiesiła dziś w przejściu między przedpokojem a pokojem swoją cieniutką niebieską chustkę. Ale miał PL zabawę przebiegając przez nią w pełnym tempie…

Kiedy odbieraliśmy PL ze żłobka, okazało się, że zdjął skarpety jeszcze w sali. W szatni jest takie specjalne pudełko, do którego panie wkładają niekompletne bądź też kompletne skarpety, które ktoś zostawił. Matka PL zatem postanowiła jedną parę sobie pożyczyć. Kiedy PL wrócił do domu i biegał sobie po mieszkaniu, wypożyczone skarpety okazały się za bardzo poślizgowe. Zaliczył zatem dwie urocze gleby (mały płacz) zanim zamieniliśmy skarpety na jego antypoślizgowe kapcie.

W wannie dziś była szalona zabawa w odbijanie piłki od ściany i robienie „plum” do wody. Kiedy piłki zabrakło, jej miejsce zajęła kaczka-punk. I kaczka też odbijała się od ściany (słabiej), ale też robiła „plum”.


  • RSS